sobota, 13 września 2014

Rozdział 11

Witajcie moi drodzy Czytelnicy :D
Poprzedni shot był oparty na realnych, rzeczywistych i cholernie niesprawiedliwych rzeczach, które dzieją się w naszym życiu. Tak naprawdę życie jest brutalne i kiedy już twierdzimy, że udało się nam coś osiągnąć, że jesteśmy szczęśliwi, nagle zostajemy spoliczkowani z wiadomością "oj nie ma tak łatwo".
Poprzedni shot pisałam, po usłyszeniu dwóch historii przyjaciół mojej cioci i faceta mamy. Nie chciałam dodawać żadnych fantastycznych wątków, ani cudów, więc ukazałam to właśnie w takiej, a nie innej postaci. No i oczywiście chciałam też podświadomie "sprawdzić" Waszą wrażliwość na realia.
Wiem, że mnie nienawidzicie - sama siebie nienawidzę za tego shota - ale no cóż...

A teraz co do tego rozdziału, to za długi to on nie jest i zbyt wiele się w nim nie dzieje, ale postaram się to nadrobić w przyszłej notce. W sprawie następnego rozdziału to ciągle się tworzy, ale nie jestem w stanie powiedzieć, kiedy będzie "premiera", ponieważ czas mi ucieka przez palce. Wstaję o szóstej rano, biegnę na autobus, siedzę w szkole do drugiej, wracam do domu około trzeciej, jem obiad, odrabiam lekcje, patrzę, a tu nagle dwudziesta druga - co się stało? o.O

Wiem, że przedłużam, ale wczoraj miałam rajd integracyjny i pomimo dzisiejszego bólu mojej kontuzjowanej kostki, i ze względu na czwartkowy wos, gdzie profesorka ogłosiła, że wychodzi "na 10 minut", a nie było jej całą lekcję, więc pierwsza B zrobiła "rozpierdziel", stwierdzam, że kocham moją klasę xD <3

Nie przedłużając, bo i tak już się rozpisałam... Zapraszam na rozdział :)

Boski Fandral <3











Jakim cudem znalazłam to dopiero dzisiaj? xD


No i na zakończenie mrrraśny Loczek :D


Enjoy :D



         W Londynie było o wiele zimniej, niż myślała. Przyzwyczajona do Australijskiego ciepła Rebecca marzła w swoich najcieplejszych ciuchach, a Matt, widząc to, okrył jej ramiona swoim ciepłym płaszczem.
         Był koniec lutego. Zimny wiatr owiał ich tarze, kiedy wysiedli z taksówki pod jakąś kamienicą w Westminster. Taksówkarz otworzył bagażnik auta, podał Mattowi dwie, czarne walizki i po otrzymaniu zapłaty odjechał. Mężczyzna polecił Rebecce, żeby poszła przodem. Dziewczyna posłuchała i, zaciskając szczelniej poły płaszcza, ruszyła przed siebie. Przytrzymała drzwi Mattowi, by mógł przejść bez problemu z walizkami.
-Dziękuję. A teraz… - Skinął podbródkiem na marmurowe schody kamienicy, cicho wzdychając.
-Trzecie piętro, drzwi po lewej - dokończył, podnosząc bagaż i idąc przed dziewczyną, która podążyła za nim bez słowa.
         Mieszkanie nie należało ani do najmniejszych, ani do największych. Wąski przedpokój z podłogą wyłożoną pomarańczowymi kafelkami i ścianami pokrytymi starymi panelami prowadził do niedużego pokoju z dość sporą kanapą, prostokątnym, drewnianym stołem i dwoma fotelami obitymi jakimś kremowym materiałem.
Dalej była mała łazienka z prysznicem, toaletą, umywalką i lustrem zajmującym połowę ściany wyłożonej zielonymi kafelkami. Naprzeciwko znajdowały się drzwi do kuchni. Niska, srebrna lodówka po lewej stronie od wejścia, stolik połączony z jasnymi blatami, nad którymi wisiały szafki tego samego kremowopiaskowego koloru, srebrny okap nad kuchenką gazową, obok której znajdował się zlew.
Ostatnie pomieszczenie korytarza to mała sypialnia z dwuosobowym łóżkiem, sporą komodą na ubrania i drewnianym, wypolerowanym biurkiem.
         Matt powiedział, że Rebecca będzie spać w jego sypialni, a on zajmie kanapę, która, szczerze mówiąc, była dla niego trochę za mała. Ale wolał za małą sofę, niż żeby go później oskarżali o to, że nie potrafi się opanować nawet, kiedy chodzi o czyjeś życie. Oczywiście od samego początku pociągało go smukłe, młode ciało dziewczyny i miał ochotę je dokładnie i dogłębnie poznać, lecz Samantha prosiła go też, aby nie był na tyle głupi, by ulec pokusie, ponieważ później Korona może go oskarżyć o wszystko, na czym tylko świat stoi. Tym razem wolał nie lekceważyć uwagi przyjaciółki, zważając na nastawienie nowego władcy do ludu.
         Westchnął, zalewając dopiero co zagotowaną wodą dwa kubki herbaty. Mam nadzieję, że chociaż nic jej nie zrobił, pomyślał lekko zasmucony i trochę podenerwowany. Po usłyszeniu męskiego, a co gorsza, dobrze mu znanego głosu, wiedział, że Samanthy już nie ma w tej krainie. Wierzył tylko w to, że tamten mężczyzna miał na tyle dobry humor, żeby odesłać ją do domu, a nie na jakieś pustkowie bez warunków do życia.
         Odstawił czajnik na kuchenkę, poczekał chwilę, aż herbata się zaparzy, po czym, ciągle zamartwiając się o przyjaciółkę, chwycił dwa kubki i udał się do saloniku, gdzie Rebecca siedziała na kanapie wpatrzona w ekran telefonu.
         Matt zajął miejsce tuż obok swojej towarzyszki i podał jej gorący napój, mówiąc:
-Niesłodzona.
         Dziewczyna, jakby otrząsając się z jakiegoś transu, szybko odłożyła telefon i wzięła od niego kubek, krótko dziękując.
         Wzrok mężczyzny przez moment spoczął na podświetlonym wyświetlaczu komórki Rebeccki. Dostrzegł zdjęcie dziewczyny z wyższym od niej, umięśnionym, czarnowłosym mulatem o czekoladowych oczach. Oboje siedzieli na jakimś motorze. Rebecca z tyłu, obejmująca chłopaka w pasie, uśmiechnięta przytulała się do jego pleców.
-Kto to? - zapytał, wskazując podbródkiem na telefon, po czym wziął łyk gorącej herbaty.
         Rebecca  lekko uniosła kąciki ust, ale jej oczy posmutniały.
-Homer. Bratnia dusza. Znaliśmy się całe życie. Uparty, dumny, ale kochany osioł.
         Matt uśmiechnął się do niej.
-Musi być twoim przyjacielem.
-Był.
-Och… Co się stało?
-On…
         Rebecce zadrżał głos, po czym zacisnęła szczęki i lekko schyliła głowę. Od razu zrozumiał, że to delikatny temat, więc postanowił się wycofać.
-Wybacz. Nie mów, jak nie masz ochoty. Ja… Nie musze wiedzieć.
         Zapanowała cisza. I kiedy już myślał, że absolutnie nic więcej od niej nie usłyszy, odezwała się cicho:
-Ten facet, który mnie przetrzymywał… Jego ludzie zabili Homera na moich oczach… A ja nie mogłam nic zrobić…
         Słyszał, jak jej głos drżał. Widział, jak szybko mruga, żeby odpędzić łzy.
-Przykro mi. Przepraszam, że zapytałem.
         Ona tylko pokręciła głową i niemal wyszeptała:
-Nie to nic… Cieszę się, że mogłam ci to powiedzieć.
         Matt wziął od niej herbatę i odłożył razem ze swoją na stoliczek naprzeciw nich, po czym delikatnie zamknął dziewczynę w ramionach, a kiedy poczuł, że z niemałym wahaniem wtula się w jego pierś, pogładził ją po włosach i lekko oparł zarośnięty policzek o jej głowę.

                                               ***

         Zmuszony czarami potężnego maga taksówkarz, który odwoził Matta Rozena i Rebeccę Cambridge pod kamienicę, czekał w swoim aucie w jakiejś ciemnej uliczce. Po chwili na miejscu pasażera pojawił się poważny mężczyzna o gładkiej, bladej twarzy, zielonych oczach i czarnych, zaczesanych do tyłu włosach. Taksówkarz nawet nie zauważył, kiedy mag wsiadł do auta.
-Adres.
         Starszy dżentelmen wyjawił miejsce zamieszkania Matta, po czym usłyszał tylko:
-Zapomnisz o wszystkim, co miałeś ze mną wspólnego przez te kilka minut.
         Mag rzucił zaklęcie i zniknął z taksówki tak szybko, jak się pojawił.

                                               ***

         Przewracała się z boku na bok od dobrej godziny i próbowała zasnąć, po wcześniejszym koszmarze. Znowu mi się śnił… Bosko… Myślała o Homerze i jego śmierci, ale w śnie, tuż po tamtym okropnym zdarzeniu, siedziała z mulatem na jakiejś drewnianej ławce na rynku, jak jej się wydawało, było tłoczno. I kiedy chciała opowiedzieć przyjacielowi o tym, co jej się przytrafiło, Homer wygiął się w łuk i krzyknął z bólu, po czym upadł na drogę wyłożoną kostką brukową. Zobaczyła, jak jego plecy zalewają się krwią, a chwilę później to ona stała nad nim z batem w ręku, okaleczając przyjaciela.
         I w tym momencie obudziła się cała spocona, ze łzami spływającymi po jej policzkach i z mocno bijącym sercem.
         Od ponad godziny nie mogła usnąć i nawet nie była do końca pewna, czy chce znów zasnąć. Tłumaczyła sobie, że przecież to tylko sen, ale mimo wszystko bała się, że jak zamknie oczy na dłuższą chwilę sen, a właściwie koszmar, powróci.
         Właśnie w tej chwili odczuła pewną potrzebę. I nie chodziło ani o pełny pęcherz ani seks, czyli, o czym pomyślałby osobnik zboczony. Potrzebę posiadania tuż przy sobie ciepłych, dużych, bezpiecznych ramion Matta. Albo chociaż jego obecności, gdzieś blisko, w tym samym pomieszczeniu. Przez jakiś czas ta potrzeba była tak silna, że niewiele myśląc, opatuliła się kocem i najciszej, jak potrafiła, udała się do saloniku. Oczy Rebeccki już dawno przyzwyczaiły się do ciemności, więc było jej łatwiej na nic nie wpadać.
         Dostrzegła mężczyznę o jasnych, delikatnie odznaczających się w mroku włosach, leżącego na kanapie. Zwrócony twarzą do oparcia, oddychał spokojnie i miarowo. Sam widok Matta sprawił, że poczuła się lepiej.

                                               ***
         Obudził się w jakimś małym, chłodnym mieszkaniu i to jeszcze do tego na... kanapie?! Zamrugał kilka razy i przypomniał sobie, gdzie jest i co konkretnie tutaj robi. Ech Midgard… Świetnie. Westchnął głęboko i poczuł coś, co już nie było mu tak obce. Czyjeś ciało przyciśnięte do jego pleców i ciepły oddech tej osoby na jego karku. Z doświadczenia mógł śmiało wywnioskować, że była to młoda kobieta. Uśmiechnął się pod nosem, ale szybko zdał sobie sprawę, że jednak ma na sobie spodnie, więc prawdopodobnie do niczego nie doszło. Przesunął rękę do twarzy, żeby przetrzeć oczy, a jego ramię zahaczyło o czyjąś drobną, zmarzniętą dłoń obejmującą go w pasie. Szkoda, że nie trochę niżej.
         Przekręcił głowę za siebie i zobaczył burzę brązowych loków, a wśród nich ładną twarz Rebeccki. Tej Rebeccki, której miałeś nie przelecieć, palancie! Podświadomość, jak zwykle, wybrała idealny moment. Ale nie pamiętał, żeby do czegoś między nimi doszło, a nic wczoraj nie pił, więc… Pewnie zmarzła w nocy i przyszła do mnie. Szkoda, że nie mogłem jej rozgrzać w inny sposób.
         Spojrzał na zegar stojący na stoliku przed sofą. Siódma czterdzieści dwie. Postanowił jeszcze trochę poleżeć na tej nieszczęsnej kanapie wraz z dziewczyną wtuloną w jego plecy.
         Po jakimś czasie znudziło mu się patrzenie na oparcie starego tapczanu, więc delikatnie, żeby nie obudzić dziewczyny, co miał dopracowane do perfekcji, obrócił się do niej tak, że mógł przez moment obserwować jej twarz. Tylko przez moment, ponieważ jak tylko się ułożył, Rebecca niemal automatycznie przylgnęła do jego ciepłego, nagiego torsu. Niczym przyciągana magnesem. Mężczyzna uśmiechnął się i leciutko przytulił ją do siebie. Oparł zarośnięty podbródek o jej głowę, czując, jak jej włosy delikatnie muskają jego szczękę. Otoczył ramieniem, śpiącą Rebecce, a pomiędzy dwoma palcami przeplatał kosmyk jej włosów.
         Jakoś po dziewiątej dziewczyna drgnęła w jego ramionach i głęboko westchnęła, po czym jej oddech się zmienił. Przez chwilę leżała nieruchomo przytulona do niego. Poczuł, jak jej serce przyspiesza i dłoń, lekko drżąc, zsunęła się z jego klatki piersiowej o wiele niżej i z każdym centymetrem coraz wolniej. Aż w końcu dotarła do linii spodni mężczyzny, gdzie westchnęła zdaje się z ulgą...?
         W jego oczach zatańczyły radosne iskierki, a na twarzy zagościł seksowny półuśmieszek. Jej palce ciągle były umiejscowione tam, gdzie zaczynały się spodnie Matta.
-Jeszcze kilka… naście centymetrów i jestem cały twój. - Wymruczał do ucha dziewczyny, a ona błyskawicznie cofnęła dłoń. Odwróciła się do niego plecami i wymamrotała:
-Przepraszam…
-W porządku - odpowiedział, obejmując ją w talii i lekko przywierając do jej placów. A po chwili dodał niskim, seksownym głosem:
-Może teraz moje palce pomacają twoje ciało…?
-Ummm… Yyy… To było… W celach badawczych… Wybacz… - wyjąkała, czując, jak jej policzki płoną. Poczuła zarost Matta na skórze za prawym uchem i jej ciało przeszedł miły dreszcz.
-Hmm… Chętnie wydotykam w celach badawczych taką kobietę, jak ty.
         Dłoń mężczyzny zaczęła delikatnie i powoli przemieszczać się w górę jej brzucha, a kiedy była już pod jej prawą piersią, dziewczynie wyrwało się drżące, zupełnie nie brzmiące jak jej głos:
-Fandralu…
         I w tym momencie znieruchomiał z zaskoczenia. O cholera zaczyna działać… Szybkim ruchem odwrócił do siebie dziewczynę i spojrzał jej w oczy. Jej tęczówki przez chwilę mieniły się głębokim szmaragdem, później zmieniły kolor na czekoladowy, a w końcu wróciły do normalnego, błękitnego odcieniu.

                                               ***

         Poczuła tępy ból głowy i w jednym momencie miała przed oczami zamglony obraz, w którym nie mogła dostrzec żadnego konkretnego kształtu. Po chwili ból zniknął tak nagle, jak się pojawił. Zamrugała kilka razy, by przywrócić ostrość widzenia. I pierwsze co ukazało się jej oczom były zielononiebieskie tęczówki Matta. Zbyt blisko jej twarzy. Wyczuła jego dużą, ciepłą dłoń na swoim policzku. Nos mężczyzny prawie stykał się z jej.
         Serce dziewczyny trzepotało, jak serduszko przerażonego ptaka złapanego przez wielkiego kocura.
-R-Rebecca? - wyszeptał niemal bezgłośnie. Widziała troskę w jego oczach.
-Matt?
Odszepnęła niepotrzebnie, nie wiedząc jak powinna zareagować. Mężczyzna odetchnął z ulgą, przymknął oczy i po chwili pocałował dziewczynę w czoło. Przyciągnął ją do siebie i przytulił tak, jakby nie widział dziewczyny przez bardzo długi czas.
-Dzięki Bogom…
         Nie rozumiem…

                                               ***

         Matt cały dzień zachowywał się jakoś… inaczej. Cały czas był gdzieś w zasięgu wzroku Rebeccki. Niemal ciągle uśmiechał się i żartował, a kiedy siadali na kanapie, żeby, na przykład wypić kawę, gładził jej dłoń kciukiem i nawet raz mu się wymknęło, że nie pozwoli nikomu jej skrzywdzić. Wtedy dziewczyna już nie wiedziała, co ma o tym myśleć. Nie była pewna, jak interpretować jego słowa.
         Po kilku dniach Rebecca stwierdziła, że nie będzie ciągle siedzieć Mattowi na głowie i znajdzie pracę oraz jakieś mieszkanie z tanim czynszem. Albo po prostu będę pracować w burdelu… Mieszkanie, przyjemność i praca w jednym… Ale Matt szybko wybił jej ten pomysł z głowy, choć gdy kiedyś usłyszał, jak dziewczyna właśnie o tym mówi – do siebie oczywiście, będąc zirytowaną brakiem ofert tanich mieszkań – odpowiedział jej, że pewnie byłby jej stałym klientem. To zdanie speszyło ją i zdeterminowało na tyle, żeby szukać dalej.
         W końcu znalazła posadę jako sprzątaczka w pobliskim hotelu. Według Matta nie była to zbyt zadowalająca praca, ale nie widział w tym nic złego.
         Po kilku przepracowanych dniach Rebecca jeszcze żarliwiej szukała jakiegoś małego mieszkania.
         Siedziała przy laptopie mężczyzny i już drugą godzinę przeglądała różne strony z ofertami lokali do wynajęcia.
         Matt wszedł do saloniku i, zobaczywszy dziewczynę otuloną futrzanym kocem z komputerem na kolanach i skupieniem połączonym z lekką irytacją i zmęczeniem na jej twarzy, westchnął. Cicho podszedł do kanapy i, korzystając z tego, że go nie zauważyła, nachylił się od tyłu sofy i zamknął ekran laptopa.
         Dziewczyna drgnęła.
-Wystarczy na dzisiaj, moja droga - wymruczał jej do ucha, a Rebecce przeszedł miły dreszcz, ale mimo to odpowiedziała:
-Muszę znaleźć jakieś lokum…
-Mieszkaj ze mną - przerwał jej. Żałował, że nie mógł widzieć jej twarzy.
-Matt…
-Tutaj. Albo znowu w Australii. Gdziekolwiek, ale ze mną.
         Zapanowała cisza. Mężczyzna czekał na reakcję dziewczyny, a ona nie wiedziała, co powinna powiedzieć. Ale po kilku minutach, kiedy Matt już myślał, że nie uzyska odpowiedzi, ta nadeszła w postaci pytania:
-Dlaczego to mówisz?
         Odgarnął jej loki tak, żeby odsłaniały szyję, po której przejechał wierzchem dłoni i wyszeptał prosto do jej ucha: 
-Ponieważ jesteśmy tu dość krótko, więc pewniej będzie ci mieszkać z kimś znajomym w całkiem obcym miejscu. Nie musiałabyś się też martwić o czynsz…
         Rebecca nie odpowiedziała, więc ucałował delikatnie jej policzek, trochę za długo trzymając usta przy jej skórze, i powiedział:
-Rozważ to, proszę.
         Po tych słowach odsunął się od dziewczyny i, podążając do kuchni jeszcze tylko zapytał, czy chce herbaty.
-Tak, poproszę.
         Kiedy Matt siedział w kuchni, dziewczyna rzeczywiście zastanawiała się nad mieszkaniem z nim. W końcu niby miał rację, ale znowu Rebecca nie chciała, żeby wydawał na nią pieniądze, które sama może zarobić. A może będę tu dalej mieszkać, ale pod warunkiem, że dołożę się do czynszu? No i będę kupować połowę rzeczy? Westchnęła i postanowiła, że musi się z tym przespać i pomyśli rano.
         Jakoś przed dwudziestą trzecią, Matt wyszedł z łazienki. Rebecca przez dłuższą chwilę, nie była w stanie oderwać wzroku od nagiego, umięśnionego, ładnie wyrzeźbionego torsu mężczyzny. Jego wilgotne, blond włosy opadały mu na czoło. Biodra miał luźno owinięte białym ręcznikiem, ale tak, że kości jego miednicy były wyraźnie widoczne.
Dziewczyna cichutko westchnęła z zachwytu, a on prawdopodobnie to usłyszał, bo obdarzył ją seksownym półuśmieszkiem.
-Widziałaś może moje dresy?
-A po co ci one? - odpowiedziała rozmarzonym głosem, a Matt spojrzał jej w oczy i uśmiechnął się szerzej.
-Masz rację, dużo wygodniej śpi się nago.
         Po tych słowach odwinął jeden róg ręcznika, który natychmiast ześliznął się z jego ciała, ukazując go w całej okazałości.
-Może ty też spróbujesz? - zapytał z lubieżnym uśmieszkiem. Rebecca nie mogła oderwać od niego wzorku, jej serce przyspieszyło i tylko cicho odchrząknęła i zaczęła się jąkać:
-Um… Dresy… Yyy… Chyba widziałam je… Um… No… Yyy… W sypialni… Yyy… Na łóżku… Nie! Na krześle przy… Um… Biurku… Tak. Właśnie tam.
         Mężczyzna odwrócił się i poszedł, bez ręcznika do sypialni.
Po tej scenie Rebecca nawet nie wiedziała, co powinna myśleć. Nie wiedziała czy się śmiać, czy zastanawiać, jak bardzo zboczony jest ten człowiek.
Godzinę później, kiedy wyszła spod prysznica i przebrała się w obcisłą, czarną bokserkę i luźne spodnie w jasnoniebieską kratkę, popatrzyła w swoje lustrzane odbicie.
         Brązowe loki opadały na jej ramiona, o wiele dłuższe niż ponad miesiąc temu. Oczy, teraz w kolorze lazuru, nie wyglądały tak jak wcześniej – zmęczone życiem – tylko śmiejące się. Odpowiadało jej mieszkanie i przebywanie w pobliżu Matta. Był przy niej wtedy, kiedy kogoś potrzebowała i jest teraz.
         Westchnęła, dziękując losowi, że trafiła na takiego wspaniałego człowieka. Rozczesała włosy i wyszła z łazienki. Udała się do saloniku, skąd zapomniała wziąć gumki do włosów. Na kanapie przysypiał mężczyzna o blond włosach, przykryty ciepłym, grubym kocem.
         Podeszła do niego po ciuchu i odgarnęła mu włosy z czoła, przez chwilę podziwiając jego przystojną twarz z lekkim zarostem. Wiedziała, że nie spał, choć miał przymknięte oczy.
-Matt? - wyszeptała, cofając dłoń. Mężczyzna uchylił powieki i odszepnął:
-Tak, moja droga?
-Czy… Czy mógłbyś… Spać dzisiaj ze mną?
         Zmarszczył lekko brwi, siadając na sofie.
-Coś się stało?
-Nie… Po prostu… Nie mam koszmarów, kiedy jesteś blisko.
         Uśmiechnął się ciepło, chwycił dłoń dziewczyny i złożył na niej delikatny pocałunek, lekko łaskocząc jej skórę zarostem.
-Więc chodźmy.

         Wstał, nieznacznie ciągnąc Rebecce za sobą w stronę sypialni. Położył się za nią i, obejmując w talii, przyciągnął ją do siebie. Czuła ciepło jego ciała. To, jak zatopił nos w jej włosach. Jego dłoń pod jej żebrami. Przez chwilę się zawahała, ale ostatecznie powoli przesunęła dłoń na jego rękę i splotła delikatnie ich palce, po czym zasnęła z mężczyzną wtulonym w jej plecy.