czwartek, 22 grudnia 2016

Taka niespodzianka #011

Jestem ciekawa, kto skojarzy końcową scenę...
Pozdrawiam cieplutko i wesołych świąt!


X-mas surprise

         To były jej pierwsze święta, spędzane poza domem. Dwudziestoletnia kobieta, dostała na święta od rodziny, w pełni opłacony wyjazd na Islandię. Nareszcie coś, o czym zawsze marzyła. Rodzice doskonale wiedzieli, że uwielbia odludzie, więc znaleźli domek do wynajęcia na kilka dni, właśnie w tym stylu.
Od dwóch dni siedziała w przytulnym salonie, dokładając tylko od czasu do czasu drewna do kominka. Dni były tutaj krótkie, a noce długie i zimne, lecz nie przeszkadzało jej to. Otaczały ją cudowne krajobrazy wulkanicznej wyspy. Pasjonowała się fotografią i nie miała zamiaru wyjeżdżać, dopóki nie uchwyci piękna tej okolicy.
         Następnego dnia, postanowiła wprowadzić swój plan w życie. Wybrała się na długi spacer wraz z aparatem fotograficznym. Cudownie oświetlona, przez powoli zachodzące słońce, dolina dodała jej natchnienia. Spędziła niecałą godzinę, robiąc zdjęcia krajobrazu i z każdym następnym zachwycała się coraz bardziej.
W drodze powrotnej zdążyło się już ściemnić. Doszła do wniosku, iż mały balkon, znajdujący się tuż przy dachu domku, w którym mieszkała, teraz bardzo się przyda. Planowała uchwycić zorze polarną w całej jej okazałości.
         Wróciła i postanowiła zrobić sobie herbaty, a potem udać się na piętro i nastawić aparat. Podłączyła swój telefon do wieży, aby posłuchać Arctic Monkeys. Postawiła wypełniony wodą czajnik na kuchence gazowej. Całkiem niespodziewanie, zebrało jej się na wspomnienia. Jej umysł wypełniły przeróżne obrazy i odczucia, a wszystkie związane z jednym, konkretnym tematem. Nordycki Bóg. Przyjęła do wiadomości, iż pewnie była dla niego tylko kolejną Midgardką, nic nieznaczącą przygodą, czymś przelotnym… oczywiście nie powiedział jej niczego takiego, lecz tak czuła. Myślał, iż wraz z dopełnieniem pewnego rytuału, pozbawił ją mocy, którą kiedyś ją obdarzył, dla własnych korzyści. Może i był wyśmienitym magiem, obdarzonym ogromną wiedzą, lecz tym razem zawiódł. Do tej pory zastanawiała się, czy zrobił to celowo, czy jednak po prostu mu się nie udało…
         Z zamyślenia wyrwał ją gwizd czajnika. Szybko wyłączyła gaz i zalała herbatę. Zarzuciła na siebie duży, gruby, wełniany sweter, wzięła kubek i udała się na piętro, aby przygotować aparat. W trakcie tej czynności, zobaczyła przez okno, jak niebo zaczyna się rozświetlać. Kolorowe światła zdobiły czarne niebo, falując i układając się w przeróżnych pozycjach. Ten widok całkowicie ją pochłonął. Nie mogła przestać wpatrywać się, w to zjawisko. Westchnęła, podziwiając. Przeszedł ją krótki, zimny dreszcz, lecz nie wiedziała czy to przez temperaturę w pomieszczeniu, czy może jednak z zachwytu.
Nagle usłyszała przytłumiony dźwięk pukania do drzwi. Zdziwiła się. Pomieszkiwała na odludzi. Pomimo obaw i podejrzeń zeszła na parter i spojrzała przez oczko, umieszczone w drzwiach. Miała wrażenie, jakby jej serce stanęło w miejscu. Wzięła kilka głębokich oddechów, a pukanie powtórzyło się.
         Ostrożnie otworzyła drzwi, walcząc z chęcią zaszycia się w najciemniejszym kącie domu. Jej oczom ukazał się wysoki mężczyzna, odziany w ciepłą, czarną kurtkę.
– Wybaczy pani, że niepokoję o tej godzinie, lecz… – nie patrzył na nią, kiedy zaczął mówić, dopiero kiedy jego wzrok spadł na jej osobę, niewinny wyraz twarzy zastąpił grymas zaskoczenia, połączonego z niedowierzaniem. – Audrey? Co Ty tutaj robisz?
– Mogłabym zapytać o to samo… – odpowiedziała, całkiem skonsternowana. Zaległa pomiędzy nimi cisza. Patrzyli na siebie i choć nie trwało to długo, to mieli wrażenie, że czas nagle się zatrzymał i uparcie nie chciał ruszyć dalej. Nagle poczuli mroźny wiatr. Mężczyzna, chyba z przyzwyczajenie udał, że marznie.
– Wpuścisz mnie do środka, czy zamierzamy tak tutaj stać? – po krótkiej chwili wahania, odsunęła się bez słowa, przepuszczając mężczyznę. Zamknęła drzwi, próbując rozgryźć zaistniałą sytuację.
– Chcesz herbaty? Kawy? – zapytała, jak to miała w zwyczaju.
– Naprawdę nie pamiętasz odpowiedzi na to pytanie? – odpowiedział, obdarzając ją półuśmieszkiem. Zdjął kurtkę i zawiesił ją na wieszaku, kiedy ona podążyła do kuchni. Doskonale wiedziała, że palnęła przed chwilą niezłą głupotę, ale kto by się tym przejmował…
         Dołączył do niej, kiedy zalewała czarną kawę, wrzącą wodą. Nie wiedziała, jak powinna się zachować. To, co kiedyś między nimi było, skończyło się wraz z jego odejściem.
– Przeszkodziłem ci w czymś? – podała mu kubek, starając się unikać kontaktu wzrokowego.
– Tak właściwie, to przygotowywałam sprzęt do pracy.
– Ach, no tak. Zdjęcia. Wiesz, że śmiało możesz to kontynuować w mojej obecności, prawda?
– Właśnie to zamierzam zrobić – odparła, zakładając ręce na piersiach i udając się z powrotem na piętro. Mężczyzna podążył za nią. Audrey skończyła ustawiać parametry, przytwierdziła aparat na statywie i wyszła na balkon. Kiedy wszystko było gotowe wcisnęła guzik i czekała na rezultat. Jej uwagę znów przykuła majestatyczna zorza polarna.
– Jest przepiękna – usłyszała szept, tuż przy swoim uchu. Nie odskoczyła, choć bardzo chciała to zrobić. Coś powodowało, iż bliskość tego mężczyzny całkowicie jej odpowiadała. Zadrżała pod wpływem kolejnego, zimnego podmuchu wiatru. Zacisnęła mocniej poły swetra, a po chwili poczuła silne ramiona, zamykające ją w uścisku. Wzięła głęboki oddech i odruchowo oparła głowę o klatkę piersiową mężczyzny, stojącego za nią. Bardzo chciała zamknąć oczy, lecz cudowny widok nie pozwalał jej na to. Silne, ciepłe ramiona zacieśniły się mocniej w jej talii.
– Dlaczego tu jesteś, Loki? – zapytała, dziwiąc się samej sobie, że zadała to pytanie w taki sposób, jakby pytała „co dzisiaj na śniadanie?”. Mężczyzna westchnął głęboko.
– Magia, Audrey. Chodzi o magię – nagle skupiła całą swoją uwagę na swoim ciele. Nie mogła dać po sobie niczego poznać. – Całkiem niedawno zauważyłem, iż w tej okolicy pojawiła się osoba, która nie powinna posiadać niektórych umiejętności. Tak właściwie, to zostałem przysłany, aby pozbyć się tego wynaturzonego, w tej krainie, istnienia. Byłem pewny, że to ten dom… musiałem się pomylić.
– Już współczuję tej osobie – odpowiedziała, mając nadzieję, iż mężczyzna zostawi ten temat.
– Ale skoro już tu jestem… – wymruczał po chwili ciszy, przyciskając ją mocniej do siebie i zbliżając usta do jej szyi. Odruchowo odchyliła głowę, dając mu pole do popisu, jednak nie trwało to długo.
Usłyszała charakterystyczny dźwięk, ze strony aparatu, oznaczający, iż zdjęcie zostało zrobione. Odsunęła się od niego, aby zobaczyć rezultat. Jeszcze nigdy nie uchwyciła, tak cudownego zjawiska. Była z siebie dumna.
– Jest cudowne… – wyszeptała sama do siebie. – A tak swoją drogą, to nie uważasz, że to, co było między nami, skończyło się wraz z twoim odejściem i powtarzanie teraz aktów seksualnych byłoby, z mojej strony, brakiem godności? – odwróciła się do niego. Zauważyła, że wpatruje się w nią, tak, jak kiedyś. Założył ręce na piersiach.
– Jeżeli będziesz postrzegać to w ten sposób, wtedy trudno się nie zgodzić, ale z drugiej strony, może to być sentymentalne postępowanie z twojej strony – odpowiedział. Kolejny, chłodny powiew przeszył jej ciało. Zadrżała, a on widząc to, otworzył drzwi, prowadzące do środka i gestem dłoni zasugerował wejście do domu. Bez wahania to uczyniła, zabierając ze sobą aparat. – Wiem, że może to zabrzmieć dziwnie… – zaczął powoli, zamykając balkon. – Ale doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, iż potrafisz wyczuć osobę, dysponującą magicznymi zdolnościami.
– Co ty nie powiesz?
– Ten dreszcz, który czujesz, kiedy jestem w pobliżu i ciepło, pojawiające się wokół przed przybyciem Fandrala… to wszystko ma znaczenie – spojrzała mu w oczy, nie będąc pewną, czy dobrze go rozumie. – Potrzebuję twojej pomocy. We dwójkę załatwimy tę sprawę szybciej – powoli znów się do niej zbliżał. – Znajdziemy tę osobę i odeślemy ją tam, gdzie jej miejsce.
– Masz na myśli Helheim? – zapytała, kiedy był pół kroku od niej. Nie odpowiedział, jedynie patrzył jej bezlitośnie w oczy. – W ogóle się nie zmieniłeś, Loki. Kamień, spowity lodem, który nosisz w swoim ciele, tak zwane serce, nigdy nie zostało przez nikogo przywrócone do właściwej formy. Podejrzewam, iż ta osoba nie zazna szybkiej śmierci…
– Nie sądzę, aby taki wybryk natury w tej krainie, zasługiwał na szybkie zakończenie jego, lub jej, żywota – odszepnął, całkiem obojętnym tonem. Potrząsnęła głową, w przeczącym geście.
– Nie piszę się na to.
– Daj spokój… oboje wiemy, że jesteś tak samo nieczuła dla ludzi, jak ja. Twoja osoba jedynie ułatwiłaby mi sprawę…
– Powiedziałam nie, Loki. Nie zamierzam nikogo skazywać na cierpienie, jakie sam mi kiedyś zadałeś – zamilkł. Zrozumiał, iż ciągle mu nie wybaczyła. Wszystko, przez co przeszli, pozostawiło na niej niezmywalne znamię.
– Czy to odzywa się twoje sumienie?
– Raczej poczucie moralności, którego ty, najwidoczniej, nie posiadasz – widział błysk złości w jej oczach. Jeszcze kilka słów i może doprowadzić do nie lada sprzeczki.
– Nigdy mi nie odpuścisz, prawda?
– Co mam odpuścić? To, że potraktowałeś mnie, jak jakąś podistotę, bo jesteś bogiem? Bo uważasz, że nie dosięgną cię żadne konsekwencje? Że uciekniesz przed nimi? Może jeszcze spróbujesz mi wmówić, iż zrobiłeś to dla mojego dobra? Byłam tylko zabawką, która znudziła ci się i postanowiłeś ją wyrzucić, pozostawiając na niej swoje piętno, Kłamco – tyle mu wystarczyło. Przeczesał włosy palcami, po czym jego wzrok zatrzymał się na jej dłoniach.
– Wypowiesz się na ten temat? – zapytał, widząc zielonoczarne iskry, otaczające jej skórę od dłoni do łokcia. Podążyła za jego wzrokiem, a kiedy zobaczyła, że straciła kontrolę nad maskowaniem mocy, jaką w niej kiedyś zostawił, przeklęła pod nosem. Zacisnęła usta i zmusiła magiczną energię do zniknięcia.
         Kiedy podniosła wzrok, zorientowała się, iż mężczyzna stoi zdecydowanie zbyt niebezpiecznie blisko niej. Całkiem niespodziewanie przeszedł ją nieprzyjemny dreszcz. Serce zabiło trochę szybciej. Bała się. Miała jedynie nadzieję, iż jej twarz nie wyrażała tej słabości. Loki bardzo szybko by to wykorzystał.
Przesunął długimi, zimnymi palcami po jej policzku. Zadrżała pod wpływem jego dotyku, czuła narastającą gulę w gardle. Widziała spokój i opanowanie w jego oczach, jednocześnie przeplatający się z żalem. Może marne resztki sentymentu do niej, dawały o sobie znać.
– No i co ja mam z tobą zrobić… – westchnął, patrząc na nią przeszywającym wzrokiem.
– A w jakim celu, tutaj przybyłeś? – odszepnęła głosem, pełnym złości. Nie odważyłaby się mówić głośniej, ponieważ bała się, iż jej głos załamie się. Mężczyzna pokręcił głową z niedowierzaniem.
– Ciągle nie wiesz, z kim nie powinnaś zadzierać. Okłamałaś mnie i myślałaś, że się nie zorientuję? – cofnęła się nieznacznie, lecz on uparcie podążał w jej stronę, nie pozwalając jej zachować dystansu. – Podpuszczałem cię od samego początku, doskonale zdając sobie sprawę z tej sytuacji. Już w Asgardzie wiedziałem, że to ty. Masz szczęście, że nie pozwoliłem, aby ktoś inny wyręczył mnie w tym zadaniu, śmiertelniczko – zapędził ją w kozi róg. Nie miała żadnego wyjścia. Ich ciała dzieliły milimetry, a jej oddech znacząco przyspieszył. Furia w jego oczach i szaleńczy błysk, nie pozostawiały najmniejszych wątpliwości. – Nagle nie masz nic do powiedzenia?
– Co zamierzasz zrobić, Loki? – zapytała, godząc się z końcem swej egzystencji. Odgarnął jej włosy z twarzy i nachylił się, a ona zamknęła oczy i próbowała zdusić w sobie strach. Jego usta niemal dotykały jej ucha.
– Zamiast do Helheim, trafisz do o wiele gorszego miejsca, przepełnionego frustracją i zapomnieniem. Będziesz błagać o zaspokojenie ciekawości, będziesz skamleć o choćby skrawek wiedzy, a kiedy ta chwila nadejdzie będziesz cierpieć, wzywając wszystkich Bogów, aby zakończyli twoje marne życie – drżąc, wciągnęła powietrze do płuc.
– Loki, proszę… – wyszeptała, lecz on odsunął się i spojrzał jej w oczy łagodnie. Ujął delikatnie jej podbródek i uniósł lekko, po czym złączył ich usta w delikatnym pocałunku, który z sekundy na sekundę przeradzał się w coraz bardziej namiętny. Rozluźniła się, z nieznanego powodu, czując ulgę. Poświęciła całą swoją uwagę tej chwili. Skupiła się tylko i wyłącznie na nim.
***
         Po kilku upojnych chwilach, mężczyzna zasnął, a ona wtulona w niego rozmyślała. Nie pojmowała znaczenia jego słów, choć podejrzewała, iż będzie musiała pożegnać się, tym razem na dobre, z cząstką magii, którą nosiła w sobie od tak dawna. Co prawda, nie używała jej na co dzień, lecz przywiązała się. Co jakiś czas, pewne umiejętności przydawały się bardziej, niż ktokolwiek mógłby pomyśleć.
Wyślizgnęła się z jego ramion, szybko ubrała się w jakąś koszulkę i dresy, po czym zarzucając na ramiona sweter, udała się do kuchni. Wstawiła czajnik na gaz, a myśli dalej nie dawały jej spokoju. Pewnie już nigdy go nie zobaczy, co bardzo bolało. W przeciwieństwie do niego, czuła duży sentyment, no i może resztki głębszych uczuć do niego. Prawdopodobnie nie była jedyną kobietą na tym, czy innym, świecie, która miała takie odczucia.
         Wyłączyła, gotującą się wodę i wlała ją do kubka. Usłyszała cichy szmer. Odwróciła się i zobaczyła go, stojącego w progu kuchni. Jego twarz zwykle pozostawała obojętna, lecz jak to mówią, oczy są zwierciadłem duszy, a jego, zdecydowanie wyrażały smutek. Podszedł bliżej i położył dłoń na jej policzku, była całkiem zimna. Przez chwilę wpatrywał się w jej twarz, próbując zapamiętać każdy szczegół.
– Przepraszam… – wyszeptał, przesuwając dłoń na jej szyję. Nagle dotarło do niej, co chce zrobić. Mocno złapała go za nadgarstek.
– Loki, proszę, nie – zaczęła szybko szeptać. – Proszę, nie rób tego…
– Nie mam wyboru – usłyszała smutną odpowiedź. Ścisnęła jego lodowatą rękę jeszcze mocniej, a łzy napłynęły jej do oczu.
– Każdy ma wybór. Proszę, nie każ mi zapominać – pojedyncza łza spłynęła po jej policzku, a on chciał się odezwać, lecz nie pozwoliła mu na to. – Oboje tego nie chcemy. Zabierz tę cząstkę magii, ale błagam… nie wymazuj mi pamięci – całkiem nagle jego twarz, jak i oczy, przybrały obojętny, zimny wyraz.
– Nie będziesz mnie pamiętać. Będziesz wiedzieć, że bardzo cię skrzywdziłem. Znienawidzisz mnie – powiedział bezuczuciowym głosem. Śmiertelniczka ciągle powtarzała, że go nie zapomni, a kiedy chciał przesunąć dłonie z jej szyi na tył głowy, upadła przed nim na kolana…
***
         Usiadł na łóżku tuż przy niej. Spała. Jej kości regenerowały się po okrutnym rytuale. Wyglądała tak niewinnie…

niedziela, 13 listopada 2016

#010

Taka tam modyfikacja...

So cold Man’

         Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, iż powinien złożyć jej jakąkolwiek wizytę już dawno temu, albo chociaż dać jakiś znak życia, ale nie był w stanie. Zbyt dużo rzeczy zajmowało jego czas. Zbyt dużo komplikacji w Asgardzie, gdzie się wychował… musiał najpierw wszystko doprowadzić do porządku, co i tak jeszcze się dokonało. Chciał z nią porozmawiać, wszystko wyjaśnić, pomimo tego, iż zdawał sobie sprawę, że nie będzie to łatwe zadanie. Wziął głęboki oddech, nagły podmuch wiatru nawet nie zdążył go dotknąć. Już zdążył zniknąć z pustej ulicy i przenieść się do jej mieszkania.
         Zobaczył niską, młodą kobietę, stojącą przy kuchennym zlewie. Musiała się zaciąć, ponieważ na blacie leżał delikatnie muśnięty krwią nóż. Spięła się, zawsze potrafiła wyczuć jego obecność i przez cały czas zachodził w głowę, w jaki sposób, lecz odpowiedź na to pytanie nigdy nie została mu udzielona. Słyszał, jak przeklęła pod nosem, kiedy wziął kubek z herbatą i upił łyk.
– Jak dla mnie, zawsze piłaś zbyt mocną herbatę – odezwał się całkiem obojętnym głosem. Nie miał pojęcia, jak zacząć rozmowę, więc postanowił uciec się do czegoś takiego.
– Wynoś się stąd albo wezwę policję – usłyszał jej bezbarwny ton. Tyle wystarczyło, aby ogrzać jego serce. Ten głos zawsze tak na niego działał. Oczywiście to, co powiedziała musiało być kpiną. Żaden śmiertelnik nie był w stanie mu zagrozić. Zakręciła wodę, tkwiąc ciągle w tym samym miejscu.
– Doskonale wiesz, że jedynie narobiłabyś sobie bałaganu, w tym cudownym mieszkaniu – odpowiedział, będąc bardzo pewnym siebie i miał rację. Wystarczyłaby sekunda, aby policjanci dokonali zbrodni sami na sobie. – I zdajesz sobie sprawę z tego, ze preferuję ciszę – dodał, powoli, bezszelestnie zbliżając się do niej. Odwróciła się do niego, kiedy był już bardzo blisko. Wyglądała na zdziwioną jego wyglądem, zdążyła przywyknąć do tego, że uwielbiał elegancki ubiór, a nie to, co dzisiaj reprezentował, czyli zwykły czarny t-shirt i podobnego koloru, wąskie spodnie.
Całkiem niechcący wsłuchał się w jej myśli. Brak butów… dobry plus, bo nie zabłoci mi kafelek. Minus – na boso zostawi ślady i trzeba będzie to znowu zmywać. Bogowie… za jakie grzechy? Miał ochotę zaśmiać się, lecz czuł, że nie jest to najlepszy pomysł.
– Nie przejmuj się podłogą, nie zostanie tu po mnie ślad – odezwał się mimo woli, po czym dodał coś, czego nienawidziła. – Ruda księżniczko – uśmiechnął się łobuzersko, nie potrafiąc powstrzymać tego odruchu. Obserwował ją uważnie, biorąc kolejny łyk mocnej herbaty.
– Po pierwsze, skumulowałeś dwa słowa, które bardzo działają mi na nerwy – rzeczywiście mógł usłyszeć nutkę złości w jej głosie. – A po drugie, chyba już kiedyś wspomniałam, że jak jeszcze raz będziesz szperać w mojej głowie, to stracisz zęby – w reakcji na jej słowa pokręcił głową, nie rezygnując z uśmiechu, co prawdopodobnie doprowadzało ją do szału.
– Jednak trochę się zmieniłaś – stwierdził, zmniejszając dystans pomiędzy nimi. – Nie używasz przemocy, wypowiadając groźby – wiedział, że prędzej czy później pożałuje tych słów. Kiedy zbliżył się na odległość około trzech kroków, znów się odezwała.
– Masz moją herbatę – upił jeszcze jeden łyk, wyczuwając dziwną aurę, jakby podstępu, po czym oddał jej kubek. Nie minęła sekunda, a poczuł zimną stal, przeszywającą jego bok. Zgiął się w pół i cofnął o dwa kroki. Na jego twarzy przez chwilę pojawiła się nutka bólu, lecz zaśmiał się, chwytając nóż wbity w jego ciało. – To za te pięć lat, dupku – dodała, patrząc, jak próbuje uporać się z tym małym problemem.
– Mój błąd – zaczął, mocno chwytając rączkę noża. – W tej kwestii wcale się nie zmieniłaś – z cichym jękiem pozbył się stali, pozostawiając na niej swoją krew. Ucisnął ranę i użył zaklęcia, aby szybko się zagoiła. Kobieta wzięła łyk herbaty, a on w bardzo szybkim tempie znalazł się tuż naprzeciw niej. Sięgnął za nią i opukał ostrze, w między czasie spoglądając za siebie. – No pięknie… teraz masz moją krew na podłodze – nie zauważył żadnej reakcji z jej strony, nie licząc tego, że wstrzymała oddech, kiedy pojawił się tuż przy niej. Spojrzał jej w twarz, a ona uparcie unikała jego wzroku. Powoli przesunął zimną, ostrą stalą po jej nagim obojczyku, potem po szyi i zatrzymał się na linii szczęki, zmuszając ją, aby spojrzała mu w oczy. – Nie jestem tu po to, aby się kłócić – powiedział cicho, po czym oderwał nóż od jej skóry, dopiero wtedy zaczerpnęła powietrza. Zwinnym ruchem przeciął gumkę, trzymającą jej włosy. Szkarłatne loki opadły jej na ramiona. Odłożył ostre narzędzie na blat. Wyciągnął dłoń w jej stronę, aby założyć niesforny kosmyk włosów za jej ucho. Zauważył, że chciała się cofnąć, lecz nie miała na to miejsca.
– Co ty zrobiłaś z włosami? – nawet nie wiedział, czy powiedział to na głos, czy jedynie pomyślał. Najwyższy czas przejść do sedna. – Wiem, co teraz czujesz, ale…
– Wiesz, co czuję? – nie dane mu było skończyć. Tymi słowami jedynie rozbudził uśpiony wulkan. Cofnął dłoń, słysząc pogardę w jej głosie. Szybko przecisnęła się pomiędzy nim, a blatem, aby jak najbardziej zwiększyć, dzielącą ich odległość. – Pięć lat, Loki. Zostawiłeś mnie na pastwę losu pięć lat temu, bez słowa. Zarzekałeś się, że mnie kochasz, byłam naiwna wierząc w jakiekolwiek twoje słowo! Wiesz jak to wyglądało? Po prostu pewnego dnia obudziłam się całkiem sama. Żadnej wiadomości, nic! Nic po sobie nie zostawiłeś, zupełnie, jakbyś przyszedł do pierwszej lepszej dziwki zabawić się przez jedną noc i zniknąłeś nad ranem, nic nie mówiąc!
– Audrey… – chciał jej to wszystko wytłumaczyć.
– Nie skończyłam! – wykrzyknęła, uciszając go. Wyciągnęła z jednej szuflad srebrny pierścionek z malutkim szmaragdem, osadzonym dokładnie na środku. Pierścionek z Asgardu, który dał jej w ramach zaręczyn. Wszystko powoli do niego wracało, rozbijając jego serce na coraz to mniejsze kawałeczki. – Miałeś czelność oświadczyć się dwa dni przed zniknięciem! – rzuciła w niego obrączką, co bardzo go zabolało, lecz nie pokazywał jej żadnych emocji. – Równie dobrze mogłeś nigdy nie pojawiać się w moim życiu! – nie zareagował. Patrzył na nią jedynie zimnym wzrokiem, zastanawiając się, jak ją uspokoić.
         Kiedy już chciał się odezwać usłyszeli telefon. Kobieta przewróciła oczyma, po czym udała się do pomieszczeni obok, aby odebrać telefon. Nie chciał przysłuchiwać się rozmowie. Mógł mieć tylko swoje własne podejrzenia. Po chwili pojawił się w salonie, a ona odkładała urządzenie.
– Jesteś z kimś? – zapytał, jak gdyby nigdy nic.
– Nie – odparła oschle. – – To był klient. Pozuje do aktów ze swoim mężem, zadowolony z odpowiedzi, panie wszystkowiedzący? – była wściekła, to zdecydowanie nie będzie łatwa rozmowa. Mimo to, chciał pokojowo rozwiązać tę sytuację.
– Audrey, posłuchaj. Zrobię ci nową herbatę, usiądziemy i porozmawiamy na spokojnie, dobrze? – starał się być opanowany i nie pozwolić emocjom wziąć góry.
– Nie obchodzi mnie, co masz do powiedzenia. Wyjdź i nie wracaj – nie miał zamiaru tak po prostu zostawić tej sprawy. Chciała wrócić do kuchni, lecz złapał ją mocno za ramię i przyciągnął do siebie.
– Zrobię ci herbaty, a ty posłusznie ją wypijesz i wysłuchasz mnie, wyraziłem się jasno? – jego oczy pociemniały ze złości, próbował panować nad swoim głosem, lecz chyba nie za bardzo mu to wychodziło. Widział w jej zaciekłym spojrzeniu, ze przestała się go bać.
– Wolałabym wypić najobrzydliwszy wywar jakiejś starej wiedźmy, niż cokolwiek, co ty byś zrobił. Poczekasz na mnie w salonie – odpowiedziała równie stanowczo, wyswabadzając się z uścisku. Oboje nie znosili sprzeciwu, oboje byli zawzięci i dążyli do własnych celów.
         Już dawno próbował zrozumieć to, co się działo pomiędzy nim, a śmiertelniczką. Nigdy nie zdarzyło mu się czuć czegoś więcej, niż pogardy do tej rasy. Ona wydała mu się zamglonym odbicie jego samego, może dlatego przykuła jego uwagę. Tęsknił za nią, chciał, aby wszystko znów było, jak kiedyś, ale wiedział, że to niemożliwe. Po chwili poczuł zapach świeżo parzonej kawy.
Kiedy wróciła do salonu, widział, że powstrzymywała się, aby nie znaleźć się zbyt blisko niego.
– Nie zostawiłem cię bez powodu, tak samo jak nie poznałem cię bez powodu – zaczął całkiem obojętnym i nieprzekonującym tonem. Chciał mieć to wszystko już za sobą.– Nie zdążyłem zostawić wiadomości, ponieważ sytuacja była nagła i krytyczna. Mój… przyjaciel, potrzebował pomocy.
– Czyżby nasz kochany Nathaniel? – zapytała ironicznie. Nienawidziła tego mężczyzny, nie dziwił jej się. Szkolił ją, kiedy uczyła się używać magii w pewnej ważnej chwili w ich życiu, lecz nie zdawał sobie sprawy z tego, iż tak mocno się to na niej odbije.
– Nie. Fandral.
– Fandral?
– Owszem… Jak sama wiesz Nathaniel doszedł do władzy w Asgardzie, kiedy Thor zrzekł się tronu dla Jane Foster, a ja ze względu na samego siebie, wolałem pozostać w cieniu. Jego rządy bardzo nie spodobały się niektórym ludziom, w tym Fandralowi. Nathaniel, jako król Asgardu umieścił go w więzieniu, tak, jak pozostałych buntowników. Nigdy ci tego nie opowiadałem, ale to nie jest nic przyjemnego. Po prostu zimna, kamienna cela, wyposażona w twardą pryczę i wychodek… Nie jestem w stanie go stamtąd wyciągnąć – nienawidził przyznawać się do porażek, ale w tej sytuacji nie miał wyboru.
– Przez te pieprzone pięć lat, nie udało ci się nawet opracować planu ucieczki dla niego?!
– To nie takie łatwe!
– Równie dobrze mogłeś powiedzieć, że po prostu masz to w dupie i nie obchodzi cię jego los!
– Dobrze wiesz, że mnie obchodzi! – wziął głęboki wdech i kontynuował już spokojnie. – Udało mi się wynegocjować większe porcje jedzenia dla niego… Cały czas dopracowuje zaklęcie, które będzie w stanie przenieść go w bezpieczne miejsce, z daleka od tego psychopaty.
– I jesteś tutaj, dlatego, żeby mi powiedzieć, że nie potrafisz go wyciągnąć z tego gówna, do którego go wpakowałeś?
– Nie – zignorował większą część jej wypowiedzi, nie po to, aby na nią nie odpowiadać, tylko po to, żeby skupić się na najważniejszych informacjach. – Jestem tu, ponieważ poprosił mnie o to. Żeby wszystko ci wyjaśnić, żeby… – zawahał się. Takie słowa nigdy nie chciały przejść mu przez gardło, a zwłaszcza dzisiaj. – Żebyś wybaczyła jemu i mnie.
– Wybaczyłam Fandralowi już dawno temu. Dlaczego miałabym zrobić to samo w stosunku do ciebie? – jej ton pozostał obojętny. – Nie dawałeś o sobie znać przez pięć lat… – nagle usłyszał załamanie w jej głosie. Walczył sam ze sobą, aby nie znaleźć się tuż przy niej. – Wypłakiwałam sobie oczy, nic nie jadłam przez dobre trzy tygodnie, nie potrafiłam normalnie funkcjonować bez… a ty nawet o mnie nie pomyślałeś, będąc w swoim cudownym Asgardzie – wstała i podeszła do dużego, drewnianego barku, skąd wyciągnęła półlitrową butelkę whiskey. Nawet nie pofatygowała się po dodatkową szklankę. Wzięła porządny łyk „z gwinta” i wróciła do niego. Ledwo znosił te wszystkie słowa.
– Myślałem o tobie w każdej wolnej chwili. Kiedy tylko nie zajmowałem się twoim ukochanym Fandralem – odpowiedział z urazą. Chciał, żeby to tak brzmiało, aby ukryć wszystkie inne emocje.
– Skąd mam mieć pewność, że jeżeli, czysto hipotetycznie, ci wybaczę, znów mnie nie zostawisz na kolejne lata, albo nawet i na zawsze? – wyszeptała, nie patrząc mu w oczy i biorąc kolejny łyk mocnego alkoholu. Chciał zapewnić ją, że zostanie przy jej boku do końca życia, lecz nie potrafił, ponieważ skłamałby. Nie to, że miał z tym problem, ale zabolałoby go to tak bardzo, jak i ją.
– Nie możesz mieć pewności – odpowiedział całkiem szczerze. – Ale wiedz, że jestem tą samą osobą, którą pokochałaś.
– Ciekawe… tamten Loki, już dawno… – nie skończyła, ponieważ zdążył wstać i odebrać jej alkohol. Tak, jak zwykł to robić w przeszłości.
         Opróżnienie takich trzech butelek nie zajęło im dużo czasu. Oboje byli bardzo mocno wstawieni. Muzyka cały czas leciała w tle. Loki stwierdził, że nie ma zamiaru siedzieć w „prawie ciszy”. I już po chwili tańczyli w rytm muzyki. Śmiali się przez ten cały czas, lecz kiedy przyszła pora na coś wolniejszego, obydwóm zebrało się na sentymentalne roztrząsanie przeszłości. Nie potrafili się od siebie odkleić. Na początku jedynie kołysali się delikatnie, przytuleni do siebie, ale wraz z rozwojem akcji ich języki też zaczęły się ze sobą tulić.
         Obudziły go promienie słońca, wpadające do pokoju, przez cienkie, gładkie, białe firanki. Westchnął głęboko, powoli przypominając sobie to, co zdarzyło się zeszłej nocy. Spojrzał szybko na siebie. Na całe szczęście był w ubraniach, gdyby było inaczej mógłby już więcej się do niej nie odzywać.
Jego nozdrza wypełnił mocny zapach kawy. Zwlekł się z łóżka i cicho podążył do kuchni. Wiedział, że tam ją znajdzie. Opierała się o blat, tyłem do niego, robiąc coś przy laptopie. Wziął głęboki wdech, podszedł do niej i objął w talii. Oparł głowę na jej ramieniu, powstrzymując się, aby nie zaczął całować jej szyi.
– Dzień dobry – wymruczał. W jego głosie można było przez chwilę usłyszeć smutek. Nie zapanował nad tym i sam nie wiedział, skąd się wzięła ta nuta w jego tonie.
– Dzień dobry, Loki – odpowiedziała łagodnie.
– Zdecydowałaś? – wyszeptał, po dłuższej chwili milczenia. Bał się odpowiedzi. Chciał, żeby mu wybaczyła, pomimo tej okropnej sytuacji, w której oboje się znajdowali. Obróciła się do niego twarzą, po czym z uśmiechem poprawiła jego włosy. Jego serce wypełniła nadzieja, lecz nie okazywał tego, ciągle czuł niepewność.
– Wiesz, jak brzmi odpowiedź – wspięła się na palce i pocałowała go namiętnie, tak, jak kiedyś zwykła robić. Dopiero wtedy był pewien. Kochał ją i zależało mu na niej. Czuł, że wybaczy mu błędy przeszłości. Kiedy odsunęła się nieznacznie, spojrzała mu w przepełnione szczęściem i satysfakcją oczy. Nie widział uśmiechu na jej twarzy, lecz tłumaczył to zmęczeniem. – Wyjdź z mojego mieszkania i nigdy nie wracaj – wyprostował się i odwrócił wzrok od jej bezlitosnego spojrzenia. Złamała mu serce. Niemal słyszał, jak upada na podłogę i roztrzaskuje się na miliony kawałeczków. W końcu poczuł to, co ona pięć lat temu. Był zły na siebie, za to, że choć przez chwilę dopuścił do siebie myśl o ponownym szczęściu. – Wybaczyłam ci, Loki, ale nie pozwolę, abyś znów potraktował mnie jak jedną ze swoich zabawek. Nie oczekuję, że dalej będziesz walczyć. Nie chcę powtórki z przeszłości – nie patrzył na nią, ale wiedział, że po jej policzku spłynęła łza. – Kiedyś na pewno się spotkamy… prawdopodobnie w piekle – dodała szeptem, a on nie wytrzymał. Nachylił się do niej, czule ucałował w policzek. Kiedyś na pewno znów o nią zawalczy, lecz teraz musi dać jej czas, tak samo, jak i sobie.

sobota, 5 listopada 2016

Ogłoszenie

Witam, dzień dobry, dobry wieczór, bardzo chciałabym się pochwalić i jednocześnie zachęcić wszystkich, którzy odwiedzają tę stronę, aby kliknęli ten link:
https://ridero.eu/pl/books/corner_-_legendarna_jaskinia/
Jest to moje pierwsze dzieło, fantasy oczywiście, które powinno być do kupienia do końca miesiąca tak mi się wydaje). Na stronie możecie przeczytać 25% z całej książki, dodawać swoje opinie oraz rozpowszechniać książkę na różnych stronkach społecznościowych. Byłabym bardzo wdzięczna każdemu, kto znajdzie czas, aby tam zerknąć. Z góry dziękuję :D
Miłego dnia/wieczoru/<zależy w jakiej chwili to czytacie>.


czwartek, 27 października 2016

#009

Chyba kończy mi się materiał...
Madness

          Papierosowy dym unosił się w przestronnym, prawie w ogóle nieumeblowanym mieszkaniu, oświetlanym jedynie dzięki latarniom i elektrycznym bilbordom na zewnątrz. Środek deszczowej nocy wydał się najlepszym czasem na czyszczenie broni. Płatni mordercy zwykle pracowali w pojedynkę, lecz nie tym razem. Kobieta zajmowała ogromny, wygodny fotel, dopieszczając swoją berettę px4 storm. Jeszcze kilka lat temu prawdopodobnie siedziałaby w domu, pisząc reportaże, dotyczące tajemniczych zaginięć ludzi, lecz wszystko się zmieniło. Całkiem niespodziewanie w jej życiu pojawiły się komplikacje, których nie była w stanie obejść. Odchodziła od zmysłów, z każdym kolejnym dnie było coraz gorzej, aż w końcu całkiem zapomniała o swym życiu. Przejęła ją pewna organizacja, tamci mężczyźni wiedzieli, co potrafi. Dokładnie prześledzili jej historię i dowiedzieli się, iż bardzo często bywała na strzelnicy, ma zezwolenie na broń i ogromną wiedzę wraz z doświadczeniem w tym temacie. Zaoferowali jej wielkie pieniądze, poszła im na rękę i w ten sposób zyskała nową pracę. Odkryła nowe zajęcie, które sprawiało jej przyjemność. Zdobywała informacje, pozbywała się informatora i przekazywała pewną część jego wiedzy swoim pracodawcom. Każda następna ofiara była w pewien sposób powiązana z poprzednią, zaczęła łączyć fakty, sama doszła do wniosków, do których nie powinna. Organizacja, która ją zatrudniła, dowiedziała się o tym i chcieli jak najszybciej ją zlikwidować. Nie udało się, uciekła, po drodze eliminując przeszkody w postaci kilku wysoko postawionych ludzi. Przez długi czas ukrywała się i prowadziła polowanie na tych, którzy polowali na nią.
Pewnego razu byli bardzo blisko. Przechwycili ją i chcieli w końcu zakończyć ten trwający lata pościg, niestety przeszkodził im pewien mężczyzna. Doskonale wiedział, kim była poszukiwana, sam próbował ją znaleźć, lecz każdy trop, na jaki trafił, zawsze nagle znikał. Z łatwością usunął najemników tamtej organizacji i zaszył się z nią w swojej kryjówce na kilka tygodni.
            Dlaczego jej szukał? Cóż, odpowiedź jest bardzo prosta. Po tylu latach samotnej działalności potrzebował wspólnika, kogoś tak dobrego, niczym on sam. Nie musiała mu niczego udowadniać, przekonał się o jej zdolnościach, kiedy jej poszukiwał. Z każdym znikającym tropem dochodził do wniosku, że się nadaje, ale ciągle pozostawało pytanie – czy będzie chciała się przyłączyć? Na początku odmówiła, chciała dalej uciekać, lecz przekonał ją. Nigdy nikt nie znalazł jego kryjówki, a on potrafił wyjść z każdej sytuacji i to z klasą, co również jej udowodnił. Przekonała się jednak dopiero po słowach „Nie musimy uciekać, ani kryć się przed nikim. Posiadając te wszystkie umiejętności, mamy władzę. Możemy zapanować nad każdym. To reszta świata będzie uciekać przed nami.” I właśnie do tego dążyli.
            Z każdym kolejnym zabójstwem, z każdym kolejnym zdobytym sektorem coraz bardziej jej się to podobało, nie żeby tak nie było wcześniej. Zdobywanie terytorium – tak to nazwijmy – wraz z tym mężczyzną było nie dość, że okrutne do bólu, to i również zabawne. Oboje czerpali radość z tego, co robili, a robili okropne rzeczy. Jednak nawet pomiędzy dwoma, pokręconymi ludźmi, łaknących wolności i władzy nad resztą świata, jest w stanie zrodzić się uczucie, całkiem normalne dla każdego człowieka.
            Mijały tygodnie, miesiące, aż w końcu po dwóch i pół roku wspólnej działalności zakochali się w sobie po uszy. Oczywiście przez długi czas tego nie okazywali, lecz w końcu jedno z nich – tak, oczywiście kobieta – złamało się i przeszło przez pewną barierę. W tym uczuciu nie było, choć krzty normalności, oboje byli szaleni do granic możliwości. Pewnego dnia mężczyzna przyrzekł, że poda jej głowę byłego pracodawcy na srebrnej tacy, była zachwycona. Nie musiał długo czekać na okazję. W wiadomościach od kilku dni huczało o człowieku, który prowadził nielegalną działalność i wspierał przestępców. Aktualnie przesiadywał w areszcie, czekając na rozprawę. Wiedzieli, że nie doczeka się spotkania z sędzią. Sami wydadzą na niego wyrok.
            Mężczyzna zgasił papierosa i podniósł się z kanapy, na której leżał, gdy zobaczył swoją towarzyszkę, wolno kroczącą w stronę małego telewizorka, znajdującego się na środku ogromnego pomieszczenia. Przejechała palcem po ekranie, widząc twarz znienawidzonego człowieka.
– Spójrz, mój drogi – odezwała się, a jej głos był dla niego niczym narkotyk. – Tyle zawodu, dezorientacji i wściekłości na jego twarzy… ten widok prawie łamie mi serce – położyła dłoń na mostku, udając smutek. Uśmiechnął się do niej i odpowiedział bezzwłocznie:
– Wyobraź sobie jego minę, kiedy zobaczy nasze zabawki – roześmiali się, planując zemstę.
            Jeszcze tej nocy udali się do miejsca, w którym przetrzymywano tamtego człowieka. Znajomości mężczyzny pozwalały im na chwilowe wyłączenie kamer i nieobecność konkretnych strażników. Bez najmniejszego problemu dostali się do jego celi. Na twarzy przetrzymywanego bardzo szybko pojawił się szok i przerażenie, po czym wybuchł śmiechem, powtarzał w kółko, że to, co widzi musi mu się śnić, niemal z prędkością światła wyprowadzili go z błędu.
Zaprowadzenie go na dach budynku nie zabrało im dużo czasu, lecz mimo tego i tak zbyt dużo. Całkiem niespodziewanie uzbrojeni strażnicy zaczęli ich ostrzeliwać. Szalona para nie pozostała im dłużna. Wymieniali się otwartym ogniem, dopóki nie nadleciał helikopter. Maszyna nie wylądowała, lecz zatrzymała się na takiej wysokości, aby umożliwić im ucieczkę. Mężczyzna wepchnął na pokład swą zdobycz i sam zaczął się wspinać, krzycząc, aby jego wybranka się pospieszyła. Niestety w jakiś sposób została ogłuszona.
            Obudziła się w ciasnej celi, pozbawionej okien. Od wolności dzieliły ją potężna, metalowe drzwi. Nie wiedziała gdzie jest i jak tam trafiła, ale nie podobało jej się to miejsce. Siedziała pod jedną z czterech ścian i czekała. Głosy, czasem mieszające jej w głowie, znów zaczęły się odzywać. Powtarzały, że powinna zabić gołymi rękoma pierwszą osobę, która zawita w tym pomieszczeniu, aby pokazać, na co ją stać. Zachichotała, na samą myśl o takim pokazie.
Dwadzieścia minut później drzwi otworzyły się, ukazując kraty, do których podeszła na spotkanie mężczyźnie, dzierżącemu w dłoni paralizator. Uśmiechnął się do niej.
– Witaj, ślicznotko – chwyciła kraty, oparła się o nie i odwzajemniła jego gest. – Chciałem osobiście powiadomić cię, że to ja tutaj nad wszystkim czuwam i będę twoim najgorszym koszmarem w tym pieprzonym, najlepiej strzeżonym więzieniu w kraju.
– Och, ktoś tutaj myśli, że jest straszny – odezwała się słodkim głosem. – Widziałam tego strasznego i raczej nie masz jego uśmiechu – mężczyzna wyciągnął dłoń przed siebie i obdarzył ją falą prądu. Kobieta upadła na podłogę, a po chwili zaczęła się głośno śmiać. – Macie wszyscy przejebane! – wykrzyknęła, ciągle się śmiejąc. Drzwi zamknęły się, a ona ciągle się śmiała.

            Kilka dni później, kiedy strażnik przyniósł jej obiad, pomiędzy obrzydliwą papką, a styropianowym kubeczkiem wody znalazła mały skrawek papieru. Na jednej stronie widniał napis, wydrukowany bardzo malutką czcionką, „Idę po ciebie.” Pisnęła z radości, po czym zaczęła się śmiać, myśląc o tym, co się stanie z ludźmi, którzy mieli z nią tutaj jakąkolwiek styczność. 

niedziela, 18 września 2016

#008



            Mieszkała z nim w Asgardzie od kilku dobrych tygodni. Zdawała sobie sprawę z tego, że kiedy wróci na Ziemię nie minie nawet minuta, niezależnie od czasu, jaki tu spędzi. Nie spieszyło jej się. Nie chciała wracać. Nie miała do czego… albo raczej do kogo. Rodzina mieszkała w zupełnie innym kraju, przyjaciele – a konkretniej ludzie, którzy się za tak owych podawali – wystawili ją przy najbliższej okazji. Była sama dopóki nie poznała jego. Wielkiego Boga Kłamstw, a później jego towarzyszy. Nie przepadała za wszystkimi, ale kto by się tym przejmował. Tutaj była wolna. W pewnym sensie. Thor, jego brat zrzekł się tronu, po śmierci Odyna, dla śmiertelniczki, z którą zamieszkał w Midgardzie, a Loki pomimo swej ogromnej rządzy władzy po krótkim panowaniu poddał się abdykacji i mianował swojego przyjaciela i byłego nauczyciela, Nathaniela królem. To właśnie jego zdążyła poznać śmiertelniczka. Na początku wydawał się dobrym człowiekiem i jeszcze lepszym nauczycielem. Loki kiedyś przekazał jej cząstkę swej mocy, a ona rozwijała ją wraz z Nathanielem. Do czasu… Mężczyzna był bardzo porywczy i nie potrafił pogodzić się z pewnymi faktami. Wyżywał się na niej podczas ćwiczeń. Nieraz prawie straciła przez niego życie. Męczyła ją myśl, że żyje w jednym pałacu z nim. W tym przypadku znajdowała osłodę w Lokim, z którym zbudowała bardzo silną relację, a kiedy on był zajęty spędzała czas ze swoim drogim przyjacielem Fandralem.
            Jej „związek” z tym przystojnym, zabawnym Bogiem Wstydu nie był obojętny dla żadnej ze stron. Fandral nie należał do mężczyzn, których może usidlić jedna kobieta. Prawdopodobnie zdążył oświadczyć się wszystkim kobietom Wszechświata… I prawdopodobnie pewnie ze zdecydowaną większością spał. Żadna nie potrafiła oprzeć się jego urokowi. Kiedyś, bardzo dawno temu, kiedy Loki i ona mieli dość nieciekawy etap w swoim życiu Fandral pomagał jej wyjść z dołka i nikt nie jest w stanie ani zaprzeczyć ani potwierdzić tego, czy dzielili łoże. Od dłuższego czasu ich relacje były czysto platoniczne. On nie chciał obowiązku, ona była zakochana i nie nigdy nie chciała być, bez obrazy, z dziwkarzem. Pomimo znajomości i zgodności z jej zdaniem, kiedy tylko Loki widział ich razem nie omieszkał przypominać żołnierzowi, kto w tym przypadku jest ważniejszy dla śmiertelniczki.
            Od kilku dni wstawała bardzo późno, przez zbyt długie, niechciane czuwanie w nocy. Nie potrafiła usnąć. Często wybierała się w środku nocy na świeże powietrze, aby się orzeźwić lub po prostu pomyśleć. Dopiero przed wschodem słońca lądowała w objęciach Morfeusza. Przepraszała Lokiego za każdym razem, kiedy budziła się wraz z nim całkowicie zmęczona. Stwierdził, że powinna się wysypiać. Miał rację, lecz wstawanie bez niego przy boku zdawało się bardzo dołujące.
            Tego dnia jej Bóg był bardzo zajęty, cały czas błądził gdzieś po pałacu, wykonując różne zadania. Obudziła się dopiero popołudniu, wzięła prysznic i podczas rozczesywania włosów usłyszała pukanie do drzwi. Nie odpowiedziała, bo myślała, że ktokolwiek to jest pójdzie sobie, zdając sobie sprawę z tego, iż nie zastanie w środku Lokiego.
– Wiem, że tam jesteś, kruszynko – usłyszała stłumiony przez drzwi głos. Otworzyła, witając Fandrala w progu. Wszedł do środka z ogromnym uśmiechem na ustach.
– Coś się stało? Emanuje od ciebie ekscytacją – odezwała się, a mężczyzna zachichotał.
– Nie zdradzę ci powodu tej ekscytacji. Nie moja w tym rola – usiadł na wygodnej, dużej kanapie w saloniku. – Ciągle męczy cię bezsenność?
– Niestety.
– Nie jesteś w stanie zrobić czegoś z tym…? – uniósł dłonie i zrobił dziwny ruch palcami, mając na myśli magię. Powstrzymywała się, aby nie wybuchnąć śmiechem. – Wiesz…
– Choćbym chciała, to nie wiem jak się za to zabrać – rozmawiali jeszcze przez chwilę, a potem zaczęli narzekać na Nathaniela. Teoretycznie nic takiego się nie działo, ale wykorzystywał swojego, jak go określał, przyjaciela, Lokiego do każdej brudnej roboty, którą nie chciało mu się zająć. Dziewczyna zdążyła zauważyć, że Kłamca coraz częściej rozmawia z nią z czystej grzeczności, choć i nie zawsze, dlatego, że jest wyczerpany ciągłym bieganiem i wyświadczaniem przysług obecnemu władcy.
            Tym razem wrócił wcześniej. Starał się wyglądać normalnie, jak niezmęczony i niemający dosyć tego dnia Loki. Może większość ludzi to kupiła, ale ona wiedziała, co się dzieję. Był zdenerwowany i wykończony. Nawet nie spojrzał na Fandrala, tylko podszedł do niej i ucałował w policzek, po czym udał się do sypialni. Obdarzyła przyjaciela zmartwionym i smutnym spojrzeniem, a on wstał, uśmiechnął się do niej i mówiąc, że na pewno wszystko będzie w porządku opuścił komnaty Lokiego.
            Mężczyzna wiedział, że nie musi długo czekać, aby śmiertelniczka zjawiła się tuż przy nim, lecz pomimo to miał ogromną ochotę po prostu zasnąć. Weszła do sypialni, niosąc gorącą, mocną, czarną kawę. Postawiła kubek na stoliku nocnym i przysiadła na brzegu ogromnego łóżka, gdzie Kłamca leżał. Po chwili poczuł zapach palonej kawy, roznoszący się po pokoju. Jeden z jego ulubionych napoi.
– Loki… – wyszeptała, zmartwiona. – Co się dzieje?
– Chodź tu – odszepnął, czekając aż wtuli się w niego i będzie mógł w końcu przez chwilę, bez powodu, trzymać jej drobne ciało w ramionach. Westchnął głęboko, kiedy oparła głowę o jego klatkę piersiową. Przymknął oczy i rozkoszował się tą chwilą. – Żałuję, że nie mogę spędzać z tobą więcej czasu.
– Jesteś zajęty w swoim świecie… Oczywiście byłoby inaczej gdyby komuś chciało się ruszyć poszanowanie z tego…
– Audrey – przerwał jej. – Proszę…
– Taka jest prawda, Loki. Wykorzystuje cię, a ty latasz wszędzie, jak posłuszny piesek… nie wystarczy, że odstąpiłeś mu tron? Jak zawsze tego chciał?
– Nie mogę siedzieć bezczynnie, wiesz o tym. Muszę coś robić. Doskonale wiesz, jak to naprawdę wygląda. – westchnęła w reakcji na jego słowa. Prawda była taka, że owszem to Nathaniel zasiadał na tronie, ale Loki chciał wykonywać wszystkie jego obowiązki. To właśnie on był władcą, nie ta reprezentacyjna, żebrająca o atencję szmata… jak zwykła go nazywać śmiertelniczka. – Tak właściwie to dziś zajmowałem się pewną błahostką.
– A cóż to takiego było?
– Organizacja balu.
– Balu?
– Owszem. Co prawda przywykliśmy do uczt, lecz tym razem trochę elegancji nie zaszkodzi.
– Mam nadzieję, że się uda.
– Nie bez ciebie.
– Słucham? – podniosła się, aby spojrzeć mu w twarz.
– Uwielbiasz przeróżne imprezy, a Asgard właśnie stara się zaoferować ci nowe doświadczenie – popatrzyła na niego nieufnie. Wiedział, o co chciała zapytać. – Tak, Nathaniel też tam będzie, ale pomyśl jak dobrze…
– Nic z tego. Musisz znaleźć kogoś innego. Dobrze wiesz, że ledwo wytrzymuję znajdując się z nim w jednym pomieszczeniu przez więcej niż pięć minut.
– Zdaję sobie z tego sprawę. Co wcale nie zmienia faktu, że nie musisz nawet na niego patrzeć. Wystarczy, że coś opóźni nasze przyjście – zaczął mruczeć, zbliżając usta do jej szyi. – Ominiemy oficjalne rozpoczęcie. Kolację zjemy tutaj… sami – całował jej delikatną skórę, starając się ją przekonać. – A jeżeli ktoś zapyta o powód spóźnienia, udamy, że nie mogliśmy znaleźć odpowiedniego ubioru…
– Albo nagle coś nam wypadnie, jak na przykład odstawienie mnie do domu… już trochę zbyt długo… – nie zdążyła dokończyć zdania, ponieważ, kiedy chciała wyswobodzić się z ramion Lokiego ten sprytnie przytrzymał ją i zwinnie zmienił pozycje ich obojga tak, że to teraz ona leżała nieruchomo, a on nachylał się nad nią, zbliżając swoją twarz do jej.
– Nigdzie się nie wybierasz, kochanie – przytrzymywał dłońmi jej nadgarstki.
– Próbujesz mnie przetrzymywać?
– Gdybym chciał, wyglądałoby to zupełnie inaczej – wymruczał, po czym złączył ich usta w namiętnym pocałunku. Kiedy jego dłonie zaczęły błądzić po jej ciele i powoli odsłaniać skrawki jej skóry, a on na chwilę w delikatnie bolesny, lecz bardzo przyjemny sposób przyssał się do jej szyi, zrozumiała, że potrafił nią bardzo dobrze manipulować. Zaczęła rozpinać guziki jego koszuli. Jak już Kłamca zostawił po sobie malinkę i chciał pozbyć się jej ciuchów, unieruchomiła go za pomocą mocy, którą posiadała, po czym odsunęła i podniosła się z łóżka. Wzięła łyk jego kawy i dopiero wtedy pozwoliła mu się ruszać. Uśmiechnął się, widząc jej zalotne spojrzenie i przebiegły uśmieszek, kiedy wpatrywała się w jego oczy i opierała o stolik nocny. Poruszyła nieznacznie prawą brwią. – Nie prowokuj mnie.
– Bo co?
– Bo cały pałac może cię usłyszeć.
– Jeszcze nigdy się to nie zdarzyło.
– Owszem, chociaż kiedy mieszkałem z tobą… Twoi sąsiedzi pewnie mieli niezłą rozrywkę.
– Nie obchodzą mnie ci ludzie…
– A obchodzą cię ci?
– To pałac, Loki! Chyba nie wypada, nie sądzisz?
– Przejdź w dowolnej porze dnia koło komnat Fandrala – nastąpiła krótka cisza, po czym oboje roześmiali się. Bóg Kłamstw już w o wiele lepszym humorze, podniósł się i podszedł do niskiej, drobnej Midgardki. Wziął od niej kubek z jeszcze ciepłą kawą. – Dziękuję – wyszeptał, po czym złożył pocałunek na jej ustach. Jego palce musnęły jej szyję. Spojrzał na skórę Audrey i uśmiechnął się. – Teraz jesteś moja – położyła dłoń na jego odsłoniętej klatce piersiowej, chciała coś powiedzieć, ale jedynie odwróciła wzrok i udała się do malutkiej kuchni. Doskonale znał jej myśli i wiedział, że boi się użyć pewnych słów, a tym bardziej nadużywać ich, jak to mają w zwyczaju śmiertelnicy. Musiał zrobić to pierwszy, żeby miała całkowitą i niezaprzeczalną pewność, co do jego uczuć.
            Poprosił kogoś z pałacowej kuchni, aby dostarczyli im kolację chwilę przed rozpoczęciem balu. Zjedli Asgardzkie specjały - nie wnikajmy, co to było, ponieważ większość tych nazw jest nie do wymówienia i nie do opisania – zastanawiając się nad kreacjami przeróżnych ludzi. Robili sobie również żarty z zachowania większości ludu.
            Loki spojrzał na zegar, który poinformował go, że uroczystość trwa od dobrej godziny. Kobieta zaczęła szukać odpowiedniej sukni, a on skromnego, lecz jednocześnie idealnego garnituru. Przebrali się, Audrey rozczesała długie, czerwone loki i postanowiła ich nie spinać. Czarna, dopasowana u góry i zwiewna od pasa w dół suknia przypadła jej do gustu. Loki był zachwycony, widząc ją tak elegancką. Nie wydawała się zbyt szczęśliwa. Znał powód.
            Zapiął jej delikatny, srebrny naszyjnik i widząc, że nie jest z nim myślami, odwrócił ją twarzą do siebie.
– Mogę jeszcze się wycofać? – zapytała cicho z wątpliwościami w głosie. Założył niesforny kosmyk włosów za jej ucho i spojrzał jej w oczy.
– Nie przejmuj się nim. Jesteś ponad to. Oboje to wiemy – przytulił ją do siebie. – A poza tym masz mnie. I Fandral… do pewnego momentu… Po prostu wyrzuć go z głowy.
– A mogę wyrzucić jego głowę? Najlepiej gdzieś w kosmiczną pustkę? – uśmiechnął się i ucałował jej włosy.
            Dotarli do ogromnej sali bankietowej, urządzonej w jak najbardziej nowoczesnym stylu. Muzyka, specyficzna dla tej krainy, roznosiła się w każdy kąt z niesamowitą głośnością. Ludzie tańczyli, śmiali się, rozmawiali. Była pod wrażeniem. Stoły z jedzeniem i alkoholem ustawiono w konkretnym sektorze, aby udostępnić jak najwięcej miejsca do rozrywki. Obserwowała lud, podświadomie szukając ewentualnej ucieczki.
– Loki! – usłyszeli, tuż za sobą. Dziewczyna cała się spięła i dyskretnie obdarzyła partnera wściekłym spojrzeniem. – Masz głowę do organizacji, szkoda, że się spóźniłeś… Witam, moja droga – mężczyzna ujął jej dłoń i musnął ustami, jak wypadało. Audrey uśmiechnęła się do niego złośliwie.
– Świetnie, czas zerwać sobie skórę, bo zwykła dezynfekcja raczej nie pomoże – odpowiedziała, a Loki uścisnął mocno, jej drugą dłoń. Powstrzymała się od dalszych komentarzy.
– Zadziorna, jak zwykle – rzekł Nathaniel z uśmiechem na ustach. – Wypijecie ze mną, za wasze szczęście? – Audrey wypatrzyła Fandrala, który akurat rozmawiał z jedną z seksownych piękności. Poczuł jej wzrok na sobie i spojrzał w stronę Midgardki. Przeprosił swoją towarzyszkę i szybko podszedł do tej trójki.
– Wybaczcie, że przeszkadzam… – zaczął, lecz Nathaniel mu przerwał.
– Nie powinieneś zabawiać swoich dziwek?
– Uczynisz mi ten zaszczyt? – całkowicie zignorował uwagę króla i poprosił dziewczynę do tańca, która w ułamku sekundy wylądowała w jego objęciach. Odetchnęła z ulgą dopiero, kiedy znaleźli się z daleka od Lokiego i Nathaniela.
– Dziękuję – odezwała się, wirując wraz z Bogiem Wstydu na parkiecie.
– Żołnierze powinni bronić swego władcy… Chociaż chętnie pozwoliłbym ci wydrapać mu oczy. Swoją drogą, niezła malinka.
            Zabawa trwała w najlepsze. Loki szybko znalazł swoją śmiertelniczkę, rozmawiającą z czarującym blondynem. Objął ją w talii i pocałował w usta, kiedy tylko się przy niej znalazł. Przeprosił za nagłe towarzystwo Nathaniela i tym razem był wdzięczny Fandralowi, że ją stamtąd zabrał. Rozmowa może i nie trwała długo, ale była dosyć dobitna i na konkretny temat. Nie miał zamiaru dzisiaj przekazywać złych wieści swojej partnerce. Postanowił zachować pozory i mieć nadzieję, że nie będzie miała z nim do czynienia sam na sam.
– Kogo to moje piękne oczy widzą? – podszedł do nich trochę niższy od Fandrala mężczyzna o takim samym kolorze włosów, jak on i takich samych oczach. Uśmiechał się wesoło. Rozpoznała go niemal od razu. W przeszłości miała okazję trafiać na Asgardzkich kochanków. Ten tu, był bratem Fandrala. Aiden. Minęło kilka sekund, a mężczyzna porwał ją do tańca. Loki doskonale wiedział o wszystkim. Udawał, że nie czuł zazdrości, kiedy ktokolwiek inny ją dotykał. W jakikolwiek sposób. Rozmawiał przez chwilę z Fandralem, aby ten nie dopuścił do sytuacji, w której całkiem „niechcący” Nathaniel wpadnie na Midgardkę.
            Około drugiej nad ranem, kiedy połowa towarzystwa była już mocno wstawiona Audrey siedziała sama na zewnątrz, w pałacowych ogrodach. Chciała chwili samotności. Loki spędził z nią zdecydowaną większość wieczoru i była mu za to bardzo wdzięczna, lecz w pewnej chwili postanowiła zniknąć na kilka minut. Całkiem zatraciła się w swoich myślach. Nawet nie zauważyła, że ktoś jest w pobliżu. Ocknęła się dopiero, kiedy jakiś mężczyzna przysiadł się do niej. Kamienna ławka nie była zbyt wygodna, ale zawsze coś.
– Trafiliśmy na dobrą pogodę – usłyszała głos, którego tak bardzo nienawidziła. Siedziała w milczeniu. – Loki przekazał ci wieści? – ciągle brak reakcji. – Oczywiście, że nie. Szkoda, że dowiesz się tego ode mnie. Mam na oku całą twoją rodzinę odkąd cię poznałem. Dla bezpieczeństwa, pomimo twojej niechęci do mnie.
– Niechęci… Nieufności… Pogardy… – zaczęła wyliczać.
– Audrey twoja matka zmarła kilka godzin temu.
– Czas stoi w miejscu, kiedy tutaj jestem. To niemożliwe.
– Stoi w miejscu dla ciebie. Świat musi dalej funkcjonować. Wracasz w tej samej chwili, w której go opuściłaś, czyli czas się cofa. Przykro mi – wstał z ławki i wrócił do środka, zostawiając ją samą.
            Kiedy znalazł się z powrotem w ogromnej sali pochwycił spojrzenie Lokiego i jedyne, co zrobił to drgnął ramionami bez przejęcia. Kłamca wiedział, co się stało. Opuścił towarzystwo i pobiegł w stronę ogrodów. Nie potrafił jej znaleźć. Obszar przeznaczony na ozdobę pałacu był ogromny, a ona mogła pójść wszędzie. Przeszukał znaczną część wypielęgnowanych zarośli, aż w końcu przypomniał sobie o drugim wejściu. Musiała przejść gdzieś bokiem i udać się do komnaty. Zjawił się tam w mgnieniu oka. Zobaczył suknię przewieszoną przez oparcie krzesła i usłyszał dźwięk lejącej się wody.
            Wszedł do łazienki i zobaczył czerwono-włosą pod prysznicem. Była roztrzęsiona, ale nie płakała, wiedział to.
– Audrey?
– Wybacz, ale zmęczył mnie ten bal. Świetnie go zorganizowałeś – podszedł do niej i położył dłoń na jej nagim ramieniu.
– Tak mi przykro… – odwróciła się do niego.
– Nie, Loki. Nie mów tego. Nie chcę teraz rozmawiać o tej sytuacji. Będę się tym przejmować, jak wrócę do domu. Odwiedzę ją… ale teraz. To jest czas dla nas. Nic mi tego nie zniszczy – wspięła się na palce i złączyła ich usta. Przyciągnął ją do siebie. Prawdopodobnie będą o tym rozmawiać jeszcze tej nocy, lecz teraz wolał zdać się na nią. Niczemu nie zaprzeczał, bo wiedział, że chciała odwrócić swoją uwagę. Zaczęła rozpinać jego koszulę, a on zdjął z siebie marynarkę, a po chwili i koszulę. Całował ją namiętnie i błądził dłońmi po jej ciele, kiedy rozpinała jego spodnie. W końcu oboje nadzy nie potrafili się od siebie oderwać.
– Jesteś pewna? – wyszeptał, cały mokry. Kiwnęła głową, po czym wróciła do jego ust. Odwrócił ją plecami do siebie i obdarzając pocałunkami jej szyję i ramiona, pieścił jej piersi.
– Loki… – wyszeptała, z niepewnością w głosie. Wiedział, jak to wszystko mogło się dalej potoczyć, dlatego jedną dłoń przesunął na tył jej głowy i nie minęła sekunda, a dziewczyna była nieprzytomna. Obiecywał nigdy więcej nie traktować jej magią w ten sposób, lecz tym razem nie miał wyboru. Zaniósł ją do sypialni, przykrył cienką kołdrą i zostawił na stoliku nocnym jakąś jego koszulę i jej bieliznę. Sam szybko się wysuszył i ubrał. Zrobił sobie mocną kawę i usiadł przy jakiejś książce w salonie, czekając aż się obudzi. Skupił się nad treścią lektury.
Minęło kilka godzin i tuż przed świtem poczuł ogromne zmęczenie. Udał się do sypialni i widząc skuloną i ubraną w jego koszulę kobietę, siedzącą na parapecie, wpatrującą się w okno westchnął. Podszedł do niej, przytulił do siebie i ucałował w czubek głowy. Nic nie mówiła, nie reagowała.
– Powinnaś odpocząć – szepnął, a ona kiwnęła głową i położyła się wraz z nim. Wtulona w mężczyznę, rozmyślała dalej. Odczekała chwilę, a kiedy już prawie zasnął odezwała się.
– Loki?
– Audrey?
– Kocham cię – wyszeptała po długiej chwili ciszy, a on mocniej przyciągnął ją do siebie.
– Ja ciebie też kocham, od bardzo dawna… – oprzytomniał. – To bardzo nie odpowiedni moment, ale mam do ciebie pytanie.
– Czy to pytanie składa się z trzech słów? – na ten konkretny temat była bardzo uprzedzona, ale jednocześnie chciała tego.
– Wyjdziesz za mnie? – wyszeptał, nie spodziewając się odpowiedzi.
– Tak… Tak, Loki – łzy popłynęły po jej policzkach, jednocześnie ze wzruszenia i smutku. Obiecał, że jutro z samego rana wrócą do Midgardu i odwiedzą jej wtedy ciągle żyjącą matkę. W końcu osobiście go pozna, a ona będzie mogła spędzić z najbliższą sobie osobą czas.


środa, 31 sierpnia 2016

#007

A może by tak pomyśleć o Ragnaroku?




Red

            Czekała. Rzekomy dzień Ranaroku właśnie nadszedł. Pech chciał, że zakochał się w niej jeden z Asgardzkich Bogów. I to z wzajemnością. Czarujący Fandral. Żołnierz, który okazał się być kimś więcej niż zwykłym dziwkarzem. Był opiekuńczy, miły, romantyczny. Kiedy Odyn wezwał go, aby stawił się na służbie przysięgała, że jak umrze to znajdzie go w Helheim i zabije. Nie widziała swojego ukochanego Boga od kilku dni. Cały czas się martwiła, rozmyślała o wszystkim, niekiedy nawet potrafiła przepłakać całą noc, myśląc, że trwa to tak długo, ponieważ nie przeżył.
            Tego wieczora już nie wytrzymała napięcia i sięgnęła po butelkę słodkiego, białego wina. Zatracona w kojących tonach głośnej muzyki opróżniła całość, pozwalając, aby alkohol zrobił swoje – w minimalnym stopniu poprawił humor, chociaż na chwilę. Miliony razy podnosiła telefon i chciała zadzwonić do przyjaciółki, wyżalić się, cokolwiek, lecz i milion razy odkładała komórkę z powrotem na stolik. Nie wiedziała, co mogłaby powiedzieć. Nie chciała jej też martwić, ponieważ owa kobieta również trafiła na przechadzającego się po tym świecie Boga. Szkoda tylko, że ta dwójka kochanków grała w przeciwnych drużynach.
            Mijała druga nad ranem, piątego dnia po potencjalnej dacie Wielkiej Bitwy Bogów. Na stoliku stały trzy, litrowe butelki po winie. Już nieźle zawracało jej się w głowie. Postanowiła wziąć zimny prysznic. Stała pod strumieniem wody prawie godzinę, płacząc. Straciła nadzieję. Nie chciała w to wierzyć, ale nie miała siły już dalej wypatrywać kochanego mężczyzny.
            Rozczesała czerwone włosy i patrząc w swoje własne, błękitne oczy wzięła głęboki wdech. Czuła się fatalnie. Nieprzyjemne, bolesne kłucie w sercu bolało bardziej od jakiejkolwiek fizycznej rany. Czuła, że się rozpada. Pęka na tysiące kawałków i nikt nie jest w stanie jej z tym pomóc. Nagle ogarnęła ją ogromna rozpacz i wściekłość. Rzuciła czymś ciężkim w lustro, tłukąc je. Łzy znów spływały po jej policzkach. Krzyczała. Miała gdzieś sąsiadów, którzy pewnie już spali. Przeklinała jego i cały panteon nordyckich Bóstw.
            Nie pamiętała, w jaki sposób trafiła do łóżka, lecz kiedy się obudziła zdecydowanie czuła skutki wczorajszego topienia smutków w alkoholu. Rozmasowała skronie, wpatrując się w biały sufit. Nawet o niczym nie myślała. Po prostu leżała w łóżku, próbując przekonać samą siebie do wstania. Po dobrych dwóch godzinach, kiedy zegar wybił trzynastą zwlokła się z wygodnego łóżka, choć chciałaby tam zostać do końca życia. Weszła do łazienki i przeklęła, widząc roztrzaskane lustro. Ominęła szkło, obmyła twarz i postanowiła zrobić coś z nieznośnym kacem. Wstąpiła do kuchni z zamiarem zrobienia grzanek z serem i kawy z cytryną. Wstawiła wodę, nie zwracając nawet uwagi na całe pomieszczenie.
– Dzień dobry, ruda – usłyszała znajomy głos. Była przekonana, że w mieszkaniu nikogo niema. Niemal podskoczyła z zaskoczenia. Spojrzała w stronę okna, gdzie na szerokim parapecie siedział mężczyzna o wiecznie rozczochranych, blond włosach, pięknych zielonych oczach i niesłychanie seksownej budowie ciała. Bandażował właśnie jakąś ranę na przedramieniu. Patrzył na nią z uśmiechem wymalowanym na twarzy. – O witaj Fandralu! Jak dobrze cię widzieć po takim czasie. Co ci się stało w rękę? Dobrze się czujesz? Tak wszystko w porządku Lucy, to niegroźna, płytka rana – zaczął mówić, a dziewczyna roześmiała się i nawet nie zauważyła, kiedy łzy szczęścia napłynęły jej do oczu. Podeszła do niego, jak tylko zawiązał bandaż i przytuliła go, nie chcąc już nigdy więcej pozwalać mu na wyprawy do Asgardu. Odwzajemnił jej gest. – Tęskniłem za tobą – wyszeptał, głaszcząc jej szkarłatne włosy. Odsunął się, aby otrzeć jej łzy.
– Martwiłam się o ciebie, jak nigdy – wyszeptała, a on obdarzył ją krótkim, skromnym uśmiechem, po czym pocałował, wlewając w ten gest wszystkie swoje uczucia. Miłość, tęsknotę, radość. Postanowił, że już nigdy więcej nie zostawi jej na tak długi czas.


niedziela, 14 sierpnia 2016

#006

Taki tam wytwór

So cold man

            Znów wróciła późno z pracy. Odłożyła aparat na sofę i zmęczona, powoli idąc w stronę kuchni, przeciągnęła się. Wstawiła wodę na herbatę i udała się do łazienki, po drodze rozrzucając ciuchy po idealnie wysprzątanym, nowoczesnym apartamencie. Wzięła szybki, gorący prysznic i przebrała się w wygodne, czarne legginsy, obcisłą, podobnego koloru bokserkę i luźny, miły w dotyku szary sweter. Spięła czerwone, średniej długości włosy w roztrzepany kok. W drodze powrotnej włączyła kino domowe i podłączyła do sprzętu telefon, puszczając losowy album Bryana Adamsa. Ta muzyka zawsze wpływała na nią relaksacyjnie, zwłaszcza po ciężkim dniu.
            Wrzuciła do kubka torebkę czarnej herbaty i zalała gorącą wodą. Odczekała cztery minuty, w między czasie sprawdzając skrzynkę mailową, po czym wzięła nóż i ukroiła plasterek cytryny. Znaczy chciała ukroić, ale wraz z sokiem z cytryny polała się również krew z jej palca. Syknęła cicho, czując pieczenie. Szybko odrzuciła narzędzie zbrodni i zaczęła obmywać dość obficie krwawiącą ranę zimną wodą.
            Całkiem niespodziewanie po plecach przeszedł jej zimny dreszcz, spowodowany znajomym, lecz zapomnianym podmuchem chłodu. Rozejrzała się. Nie otwierała okien, wchodząc do domu, klimatyzacja była wyłączona… Nie ma opcji… pomyślała, przeklinając pod nosem.
– Jak dla mnie, zawsze piłaś zbyt mocną herbatę – usłyszała całkiem obojętny, głęboki głos, dochodzący zza jej pleców. Zamknęła oczy, a nieprzyjemne ciarki przeszły po jej całym ciele. Automatycznie zaczęła analizować całą sytuację. W zlewie, o dziwo, leżał całkiem niedawno ostrzony nóż. Sięgnęła po niego bezszelestnie i częściowo ukryła w rękawie swetra, a częściowo w dłoni.
– Wynoś się stąd albo wezwę policję – odpowiedziała równie bezbarwnym tonem, zakręcając wodę.
– Doskonale wiesz, że jedynie narobiłabyś sobie bałaganu w tym cudownym mieszkaniu – nie wiedziała, jak zareagować. Oczywiście miał rację. Nie minęłaby sekunda, a policjanci zabiliby się nawzajem pod jego wpływem. – I zdajesz sobie sprawę z tego, że preferuję ciszę – dodał, a ona czuła, że zbliża się do niej, choć nie słyszała kroków.
Odwróciła się i zobaczyła wysokiego, bladego mężczyznę z kruczoczarnymi włosami i przeszywającymi, szmaragdowymi oczyma. Zdziwiła się, że nie miał na sobie garnituru, ale opinający klatkę piersiową, hebanowy t-shirt i podobnego koloru, wąskie spodnie. Brak butów… dobry plus, bo nie zabłoci mi kafelek. Minus – na boso zostawi ślady i trzeba będzie to znowu zmywać. Bogowie… za jakie grzechy?
– Nie przejmuj się podłogą, nie zostanie tu po mnie ślad… ruda księżniczko – uśmiechnął się łobuzersko, lustrując ją od góry do dołu i biorąc łyk gorącej herbaty.
– Po pierwsze, skumulowałeś dwa słowa, które bardzo działają mi na nerwy – zaczęła, a jej ton coraz bardziej ukazywał złość. – A po drugie, chyba już kiedyś wspomniałam, że jak jeszcze raz będziesz szperać w mojej głowie, to stracisz zęby – mężczyzna pokręcił głową, ciągle się uśmiechając, co doprowadzało ją do szału.
– Jednak trochę się zmieniłaś – oznajmił powoli zbliżając się do niej. – Nie używasz przemocy, wypowiadając groźby – ledwie powstrzymała się, żeby czasem nie pomyśleć o swoim zamiarze. Kiedy zbliżył się do niej na odległość trzech kroków, postanowiła wprowadzić swój plan w życie.
– Masz moją herbatę – odezwała się, a on upił jeszcze jeden łyk i wręczył jej kubek. To był ten moment. Wzięła delikatne, ceramiczne naczynie, a niecałą sekundę potem zwinnie wbiła ostrze w bok mężczyzny. Zgiął się wpół, a jego twarz przez chwilę wyrażała ból. Zaśmiał się, robiąc dwa kroki w tył. – To za te pięć lat, dupku.
– Mój błąd. W tej kwestii wcale się nie zmieniłaś – z cichutkim jękiem wyciągnął nóż z ciała, uciskając ranę, która w bardzo szybki czasie zagoiła się. Wzięła łyk bardzo ciepłego napoju i wystarczyło jedno mrugnięcie. W takim czasie mężczyzna znalazł się tuż przy niej i sięgnął w stronę kranu. Odkręcił wodę i opukał ostrze, a w międzyczasie spojrzał za siebie. – No świetnie… teraz masz moją krew na podłodze – nie odpowiedziała, powstrzymując się od wybuchu. Straciła koncentrację, a przy nim wszystko działo się tak szybko. Poczuła zimną, mokrą stal, sunącą od jej obojczyka, przez szyję do linii szczęki. Zatrzymał się tam i zmusił ją, aby spojrzała mu w oczy. – Nie jestem tu po to, aby się kłócić – ostrze oderwało się od jej skóry, przyprawiając ją o nagłą ulgę. Nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, że wstrzymywała oddech od chwili, w której znalazł się przy niej.
            Szkarłatne loki wyswobodziły się z gumki do włosów, ponieważ mężczyzna szybkim ruchem przeciął ją i odłożył nóż na swoje miejsce. Chciała się cofnąć, widząc, że jego dłoń zbliża się do jej twarzy, lecz jej ruch ograniczał blat z tyłu. Odgarnął niesforny kosmyk za jej ucho, marszcząc brwi.
– Co ty zrobiłaś z włosami? – wyszeptał, przyglądając jej się uważnie. – Wiem, co teraz czujesz, ale…
– Wiesz, co czuję? – zapytała z pogardą w głosie, po czym prychnęła, nie potrafiąc uwierzyć, w to, co właśnie powiedział. Całkowita bzdura. Cofnął dłoń, a ona przecisnęła się pomiędzy jego chudym, lecz umięśnionym ciałem, a blatem kuchennym. Miała dosyć tej nikłej przestrzeni pomiędzy nimi. – Pięć lat, Loki. Zostawiłeś mnie na pastwę losu pięć lat temu, bez słowa. Zarzekałeś się, że mnie kochasz, byłam naiwna wierząc w jakiekolwiek twoje słowo! Wiesz jak to wyglądało? Po prostu pewnego dnia obudziłam się całkiem sama. Żadnej wiadomości, nic! Nic po sobie nie zostawiłeś, zupełnie, jakbyś przyszedł do pierwszej lepszej dziwki zabawić się przez jedną noc i zniknąłeś nad ranem, nic nie mówiąc!
– Audrey…
– Nie skończyłam! – wykrzyknęła, uciszając go. Wyciągnęła z jednej z szuflad srebrny pierścionek z malutkim szmaragdem, osadzonym dokładnie na środku. – Miałeś czelność oświadczyć się dwa dni przed zniknięciem! – rzuciła w niego obrączką, czując tylko i wyłącznie wściekłość. Sentymenty odeszły w siną dal już dobre dwa lata temu. – Równie dobrze mogłeś nigdy nie pojawiać się w moim życiu! – czekała na reakcję, która nie nastąpiła. Patrzył na nią zimnym wzrokiem, zastanawiając się nad argumentem, który przekona ją, aby się uspokoiła.
            Nagle zadzwonił jej telefon. Przewróciła oczami, po czym udała się do pomieszczenia obok, odłączyła urządzenie od kina domowego, zobaczyła imię „Ethan” i odebrała.
– Tak…? Zgadza się, jutro o dwunastej… Tak, Alan ciągle wchodzi w grę… W razie czego masz mój numer… Dobranoc – nie była to jedna z najdłuższych rozmów.
– Jesteś z kimś? – usłyszała pytanie, dochodzące z bardzo bliskiej odległości.
– Nie – odparła oschle. – To był klient. Pozuje do aktów ze swoim mężem, zadowolony z odpowiedzi, panie wszystkowiedzący? – zdał sobie sprawę, że to nie będzie łatwa rozmowa.
– Audrey, posłuchaj. Zrobię ci nową herbatę, usiądziemy i porozmawiamy na spokojnie, dobrze? – starał się być opanowany i nie pozwolić emocjom wziąć góry.
– Nie obchodzi mnie, co masz do powiedzenia. Wyjdź i nie wracaj – chciała wrócić do kuchni, lecz złapał ją mocno za ramię i przyciągnął do siebie.
– Zrobię ci herbaty, a ty posłusznie ją wypijesz i wysłuchasz mnie, wyraziłem się jasno? – jego oczy pociemniały ze złości, lecz ona już dawno przestała się go bać, co mogło okazać się błędem.
– Wolałabym wypić najobrzydliwszy wywar jakiejś starej wiedźmy, niż cokolwiek, co ty byś zrobił. Poczekasz na mnie w salonie – odpowiedziała równie stanowczo, wyswabadzając się z uścisku. Oboje byli zawzięci, oboje nie znosili sprzeciwu, lecz po kilku dobrych latach związku, znali swoje słabości. I potrafili je wykorzystać.
            W pewnym momencie nie wiedziała, co się z nią działo. Poczuła ukłucie w sercu i nagle fala wspomnień i uczuć, które odpychała od siebie przez długi czas wróciła ze zdwojoną siłą. Łzy napłynęły jej do oczu. Pamiętała wszystko. Każde jego słowo, każde, najmniejsze dotknięcie, komizm sytuacji, w której się poznali… I ból. Ból, który towarzyszył jej odkąd odszedł. Przepłakała tyle nocy, spędziła tyle godzin na strzelnicy, wyładowując gniew, przez długi czas nie potrafiła nawet wrzucić do pralki poszewki z poduszki, na której spał i która była całkowicie przesiąknięta jego zimnym, ale słodkim zapachem. Zamrugała szybko, odpędzając łzy.
            Postanowiła zrobić jeszcze dodatkowo czarną, mocną kawę, którą zawsze lubił. Nie to, żeby pamiętała o takich bzdetach… Wydawało jej się, że trochę zbyt szybko znalazła się w salonie. Usiadła wygodnie na kanapie, powstrzymując się, aby nie znaleźć się zbyt blisko tego mężczyzny.
– Nie zostawiłem cię bez powodu, tak samo jak nie poznałem cię bez powodu – zaczął całkiem obojętnym i nieprzekonującym tonem. – Nie zdążyłem zostawić wiadomości, ponieważ sytuacja była nagła i krytyczna. Mój… przyjaciel, potrzebował pomocy.
– Czyżby nasz kochany Nathaniel? – zapytała ironicznie. Pamiętała tego typa zbyt dobrze, sprawił jej zbyt dużo fizycznego bólu. Był wtedy w związku z jej przyjaciółką i bardzo nie lubił jej komentarzy w stosunku do nich. Miał świadomość tego, że za nim nie przepadała, więc postanowił raz a porządnie uciszyć ją pod nieobecność Lokiego. Skończyła cała pokryta krwiakami, sińcami, ze złamaną ręką i skręconą kostką.
– Nie. Fandral.
– Fandral? – ten Bóg, chociaż sporadycznie ją odwiedzał… Niestety tylko w snach, nad którymi to właśnie on panował. Nawiązała z nim niespodziewaną więź, która była tak mocna, że nic i nikt do tej pory nie był w stanie jej przerwać.
– Owszem… Jak sama wiesz Nathaniel doszedł do władzy w Asgardzie, kiedy Thor zrzekł się tronu dla Jane Foster, a ja ze względu na samego siebie, wolałem pozostać w cieniu. Jego rządy bardzo nie spodobały się niektórym ludziom, w tym Fandralowi. Nathaniel, jako król Asgardu umieścił go w więzieniu, tak, jak pozostałych buntowników. Nigdy ci tego nie opowiadałem, ale to nie jest nic przyjemnego. Po prostu zimna, kamienna cela, wyposażona w twardą pryczę i wychodek… Nie jestem w stanie go stamtąd wyciągnąć.
– Przez te pieprzone pięć lat, nie udało ci się nawet opracować planu ucieczki dla niego?!
– To nie takie łatwe!
– Równie dobrze mogłeś powiedzieć, że po prostu masz to w dupie i nie obchodzi cię jego los!
– Dobrze wiesz, że mnie obchodzi! – wziął głęboki wdech i kontynuował już spokojnie. – Udało mi się wynegocjować większe porcje jedzenia dla niego… Cały czas dopracowuje zaklęcie, które będzie w stanie przenieść go w bezpieczne miejsce, z daleka od tego psychopaty.
– I jesteś tutaj, dlatego, żeby mi powiedzieć, że nie potrafisz go wyciągnąć z tego gówna, do którego go wpakowałeś?
– Nie – zignorował większą część jej wypowiedzi. – Jestem tu, ponieważ poprosił mnie o to. Żeby wszystko ci wyjaśnić, żeby… – zawahał się. Takie słowa nigdy nie chciały przejść mu przez gardło. – Żebyś wybaczyła jemu i mnie.
– Wybaczyłam Fandralowi już dawno temu. Dlaczego miałabym zrobić to samo w stosunku do ciebie? – sama nie była pewna własnych słów, lecz jej głos niczego nie zdradzał. Pozostał obojętny. – Nie dawałeś o sobie znać przez pięć lat… – a jednak emocje wgrały. – Wypłakiwałam sobie oczy, nic nie jadłam przez dobre trzy tygodnie, nie potrafiłam normalnie funkcjonować bez… a ty nawet o mnie nie pomyślałeś, będąc w swoim cudownym Asgardzie – wstała i podeszła do dużego, drewnianego barku, skąd wyciągnęła półlitrową butelkę whiskey. Nawet nie pofatygowała się po dodatkową szklankę. Wzięła porządny łyk „z gwinta” i wróciła do niego.
– Myślałem o tobie w każdej wolnej chwili. Kiedy tylko nie zajmowałem się twoim ukochanym Fandralem – odpowiedział z urazą.
– Skąd mam mieć pewność, że jeżeli, czysto hipotetycznie, ci wybaczę, znów mnie nie zostawisz na kolejne lata, albo nawet i na zawsze? – wyszeptała, nie patrząc mu w oczy i biorąc kolejny łyk mocnego alkoholu.
– Nie możesz mieć pewności – odpowiedział całkiem szczerze. – Ale wiedz, że jestem tą samą osobą, którą pokochałaś.
– Ciekawe… tamten Loki, już dawno… – nie skończyła, ponieważ mężczyzna odebrał jej butelkę i sam się napił. …już dawno zdążyłby zabrać mi to, skończyła zdanie w myślach. Opróżnienie takich trzech butelek nie zajęło im dużo czasu. Oboje byli bardzo mocno wstawieni. Muzyka cały czas leciała w tle. Loki stwierdził, że nie ma zamiaru siedzieć w „prawie ciszy”. I już po chwili tańczyli w rytm muzyki. Śmiali się przez ten cały czas, lecz kiedy przyszła pora na coś wolniejszego, obydwóm zebrało się na sentymentalne roztrząsanie przeszłości. Nie potrafili się od siebie odkleić. Na początku jedynie kołysali się delikatnie, przytuleni do siebie, ale wraz z rozwojem akcji ich języki też zaczęły się ze sobą tulić.
            Usłyszała budzik. Nie mogła wymacać telefonu na stoliku nocnym, lecz kiedy w końcu jej się to udało i wyłączyła urządzenie, zdała sobie sprawę, że ma godzinę, żeby nie spóźnić się do pracy.
– Kurwa – przeklęła, zbyt szybko się podnosząc. Zakręciło jej się w głowie i zrobiło ciemno przed oczami. Wzięła kilka głębokich wdechów i spojrzała na siebie. Była dokładnie w tych samych ciuchach, w które ubrała się wczoraj po kąpieli. Odwróciła się i zobaczyła, śpiącego, również ubranego mężczyznę. Uśmiechnęła się, po czym wstała i bezszelestnie opuściła sypialnię.
            Postanowiła zrobić mocną kawę z odrobiną cytryny, zważając na delikatnego kaca. Szybko przygotowała sobie śniadanie, po czym sprawdziła baterię aparatu. Rozładowany… Świetnie! Po prostu cudownie! Narzekała w myślach, ale na całe szczęście zawsze miała zapasową, zawsze pełną baterię. Przygotowała sprzęt i popijając kawę zrzuciła zdjęcia na laptopa.
Przebrała się, spięła włosy i kiedy już prawie była gotowa do wyjścia, usłyszała leniwe kroki. Postanowiła udawać, że nic nie słyszy. Była ciekawa, jak to wszystko dalej się potoczy. Nie musiała długo czekać, żeby poczuć silne ramiona otaczające ją w talii. Oparł głowę na jej ramieniu i wcale nie przeszkadzał mu fakt, że w stosunku do niego była bardzo niska.
– Dzień dobry – wymruczał. W jego głosie można było przez chwilę usłyszeć smutek.
– Dzień dobry, Loki – odpowiedziała, nie żałując wczorajszego wieczoru.
– Zdecydowałaś? – wyszeptał, po dłuższej chwili milczenia. Obróciła się do niego twarzą, po czym z uśmiechem poprawiła jego włosy i odszepnęła:
– Wiesz, jak brzmi odpowiedź – wspięła się na palce i pocałowała go namiętnie, tak, jak kiedyś zwykła robić.